A+ A A-
  • Kategoria: Wywiady
  • Odsłony: 1120

Z admirałem floty Tomaszem Mathea, dowódcą Marynarki Wojennej rozmawia Tomasz Gos.

Dowódca Marynarki Wojennej, admirał floty Tomaszem Mathea. / Zdjęcie: Marian Kluczyński

Panie Admirale, jak Pan ocenia 3,5 letni okres dowodzenia Marynarką Wojenną?

To był okres wielu zmian dla Marynarki Wojennej. Do najważniejszych zaliczyłbym zatwierdzenie „Koncepcji Rozwoju Marynarki Wojennej na lata 2013-2030” i będącego jej wynikiem programu operacyjnego – zwalczanie zagrożeń na morzu w latach 2013-2022/30, w których określono priorytety rozwoju morskiego rodzaju sił zbrojnych oraz sposób finansowania przedsięwzięć modernizacyjnych. Akceptacja tych dokumentów przez najwyższe władze państwowe pozwala wierzyć, że Marynarka Wojenna otrzyma wreszcie długo oczekiwane „narzędzia” niezbędne do wykonania powierzonych jej misji i zadań. W MW powstała również całkiem nowa formacja - nadbrzeżny dywizjon rakietowy, wyposażony w najnowocześniejsze rakiety NSM mogące zwalczać zarówno cele morskie, jak i lądowe. Należy jednak pamiętać, że rakiety na lądzie nie zastąpią nigdy okrętów a rolą nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego jest i będzie udzielanie wsparcia jednostkom pływającym polskiej floty. Główny ciężar wykonywania zadań na morzu spoczywał będzie nadal na okrętach i lotnictwie
morskim.

Artykuł zamieszczony dzięki
uprzejmości czasopisma Bandera

Co powinno być priorytetem w najbliższej przyszłości dla osób, które przejmą ster dowodzenia morskim rodzajem Sił Zbrojnych?

System, który rozpocznie funkcjonowanie od 1 stycznia 2014 r., poprzez eliminację dowództw RSZ, spowoduje wydłużenie ramienia dowodzenia podległymi jednostkami. Ważne jest zatem zbudowanie sprawnie działających relacji pomiędzy Inspektoratem MW a jednostkami położonymi w pasie Wybrzeża. Rozumiem przez to konieczność precyzyjnego określenia sposobów stawiania zadań i ich rozliczania, meldowania, bieżącego informowania, sprawozdawczości, nadzoru, kontroli, itp. Główne zadania Marynarki Wojennej będą przecież wykonywane w Gdyni, w Świnoujściu, Ustce czy Darłowie. Przy dzisiejszym rozwoju systemów łączności i informatyki dowodzenie z odległości 400 kilometrów nie jest technicznie trudne, jednakże utrata możliwości stałego przebywania wśród podwładnych może negatywnie odbić się na wzajemnym zrozumieniu, tak istotnym i ważnym podczas wykonywania skomplikowanych zadań. Ważne jest również niedopuszczenie do tego aby reforma systemu dowodzenia nadwyrężyła naszą środowiskową spoistość, marynarskie więzi, których zawsze zazdrościły
nam inne rodzaje sił zbrojnych.

Jak bardzo zmiany organizacyjne w Siłach Zbrojnych mogą wpłynąć na służbę kadry oficerskiej Marynarki Wojennej?

Dla części kadry reorganizacja systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi wiązać się będzie ze zmianą miejsc pracy, a tym samym zmianą miejsca zamieszkania, bądź życiem na przysłowiowe „dwa domy”. Osobiście tego doświadczyłem i wiem, że trzeba włożyć wiele trudu aby pogodzić służbę i pracę z życiem z dala od bliskich. Niestety reforma systemu dowodzenia i kierowania SZ RP będzie skutkowała także odejściem ze służby części wartościowych oficerów, których nie będzie można zastąpić w krótkim czasie. Często będą to osoby, które piastowały stanowiska newralgiczne dla funkcjonowania
sił morskich.

Jak wypada porównanie naszej Marynarki Wojennej z siłami morskimi innych krajów rejonu basenu Morza Bałtyckiego?

Jeśli chodzi o wyszkolenie to nie mamy się czego wstydzić. Załogi naszych okrętów, śmigłowców i samolotów nie odstają pod tym względem od załóg z krajów zachodnich a czasami nawet je przewyższają. Przez ostatnie dziesięciolecie braliśmy aktywny udział w działaniach na wszystkich morzach okalających Europę. Wystarczy wspomnieć, iż polskie okręty: fregata rakietowa ORP „Gen. K. Pułaski”, okręty podwodne ORP „Bielik” i ORP „Kondor” kilkakrotnie tworzyły Polskie Kontyngenty Wojskowe, biorąc udział w operacji antyterrorystycznej „Active Endeavour” na Morzu Śródziemnym. Nasz okręt dowodzenia ORP „Kontradmirał X. Czernicki” w sumie przez 2 i pół roku stał na czele Stałego Zespołu Sił Obrony Przeciwminowej NATO, a polskie niszczyciele min już 10-krotnie wchodziły w skład tego Zespołu. Wystarczy cofnąć się kilka tygodni wstecz, aby przekonać się o poziomie wyszkolenia polskich marynarzy. To właśnie podczas największego w tym roku ćwiczenia NATO „Steadfast Jazz” komponentem morskim złożonym z kilkunastu okrętów różnych klas i o różnym przeznaczeniu dowodził polski oficer, a w skład sztabu zespołu weszli głównie polscy marynarze. Należy także wspomnieć o ratownictwie morskim czy służbach hydrograficznych. Niestety wypadamy zdecydowanie gorzej jeśli chodzi o sprzęt i możliwości bojowe polskich okrętów. Ten stan rzeczy może zmienić tylko konsekwentna i niezakłócona realizacja planu rozwoju MW.

Pozyskanie jakich okrętów jest w tej chwili najważniejsze dla Marynarki Wojennej?

Mówiąc bardzo krótko to praktycznie większości klas. W pierwszej kolejności ma wejść do linii okręt patrolowy typu „Ślązak” i prototyp niszczyciela min typu „Kormoran II”. Oczekujemy, że na obu tych jednostkach podniesiemy banderę wojenną za trzy lata, w 2016 roku. To jest pierwsze przysłowiowe światełko w tunelu. Po długim okresie oczekiwania w końcu przyszedł czas na konkrety. Ale tak jak wspomniałem wcześniej, aby plan modernizacji Marynarki Wojennej był zrealizowany potrzebna jest konsekwencja, bez względu na jakiekolwiek zawirowania nie związane z morskim rodzajem sił zbrojnych. My marynarze potrzebujemy przede wszystkim spokoju w realizacji planów, aby odtworzyć potencjał bojowy polskich sił morskich. Osobiście oczekuję na podpisanie kolejnej umowy na budowę jednostki pływającej dla MW. Tym razem będzie to okręt podwodny, którego możliwości są nie do przecenienia na morskim teatrze działań. Nie można zapominać także o śmigłowcach. Lotnictwo morskie jest przecież integralną i bardzo ważną częścią Marynarki Wojennej. Trudno sobie wyobrazić ratownictwo morskie, czy też siły zwalczania okrętów podwodnych bez śmigłowców morskich.

Czy ewentualne przeniesienie szkolnictwa morskiego w rejon centralnej lub południowej Polski mogłoby mieć jakiś wpływ na wyszkolenie przyszłej kadry oficerskiej?

Poznawanie rzemiosła morskiego to nie tylko teoria, ale także a nawet przede wszystkim praktyka, której ważnym elementem jest częsty kontakt z morzem i ludźmi służącymi na okrętach. Ta bliskość jest ważna także dla wyszkolenia tak zwanego ducha morskiego. Obecnie Akademia Marynarki Wojennej prawie graniczy z Portem Wojennym w Gdyni. Trudno chyba wyobrazić sobie lepszą lokalizację biorąc pod uwagę to o czym mówiłem wcześniej. Specyficzne środowisko działania sił morskich, jakim właśnie jest morze, powoduje, że z dala od niego nie można przygotować prawdziwego oficera morskiego.

Panie Admirale, jakie są Pana plany na przyszłość po zakończeniu służby na stanowisku Dowódcy Marynarki Wojennej?

Do połowy przyszłego roku kalendarzowego będę przebywał w dyspozycji szefa Sztabu Generalnego WP, a następnie obejmę prawdopodobnie stanowisko szefa Polskiego Przedstawicielstwa Wojskowego przy Kwaterze Głównej NATO w Brukseli.

Tomasz Gos
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


ADMIRAŁ FLOT Y TOMASZ MATHEA urodził się 30 kwietnia 1955 roku w Warszawie. W 1974 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej, a po ich ukończeniu objął swoje pierwsze stanowisko służbowe, jako dowódca działu broni podwodnej na okręcie podwodnym ORP „Sokół”. W 1984 roku awansował na stanowisko zastępcy dowódcy okrętu podwodnego ORP „Bielik”. Od 1988 roku był szefem Sztabu Dywizjonu Okrętów Podwodnych, a następnie dowódcą Dywizjonu. W 1996 roku został zastępcą dowódcy 3 Flotylli Okrętów w Gdyni, a dwa lata później objął stanowisko szefa Szefostwa Szkolenia Morskiego w Dowództwie MW. W czerwcu 2000 roku awansował na stanowisko dowódcy 9 Flotylli Obrony Wybrzeża w Helu. W 2002 roku został skierowany na studia w Narodowym Uniwersytecie Obrony USA w Waszyngtonie. Po powrocie do kraju pełnił służbę w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, jako Szef Generalnego Zarządu Planowania Strategicznego. Następnie w latach 2004 – 2006 był szefem Logistyki Marynarki Wojennej. W czerwcu 2006 roku został wyznaczony na stanowisko zastępcy Szefa Sztabu Generalnego WP. 25 czerwca 2010 roku otrzymał nominację na stanowisko Dowódcy Marynarki Wojennej RP.

Admirał floty Tomasz Mathea jest absolwentem studiów podyplomowych w Akademii Marynarki Wojennej b. ZSRR, Królewskiej Akademii Sztabu MW Wielkiej Brytanii oraz polskiej Akademii Obrony Narodowej. Ukończył studia operacyjno-strategiczne w Narodowym Uniwersytecie Obrony USA w Waszyngtonie, najważniejszej i najbardziej prestiżowej uczelni wojskowej Stanów Zjednoczonych. Jego wizerunek został umieszczony w tzw. „Hall of Fame”, w miejscu, w którym Narodowy Uniwersytet Obrony Stanów Zjednoczonych wyróżnia swoich absolwentów zajmujących najwyższe stanowiska w siłach zbrojnych.

Wielokrotnie odznaczany, między innymi Złotym Krzyżem Zasługi, Złotym Medalem „Za Zasługi dla Obronności Kraju”, Złotym Medalem „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”, Morskim Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Admirał floty Tomasz Mathea został także odznaczony przez Prezydenta Finlandii.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież