A+ A A-

Największy ówczesny cud techniki. 120 metrów długości, 12 metrów szerokości, 8 metrów zanurzenia. Okręt który mógł się zanurzać na głębokość 1020 metrów, głębokość nieosiągalną dla żadnego innego okrętu podwodnego na świecie. (Nawet najnowsze okręty podwodne nie są w stanie osiągnąć takiej głębokości. Jedynie rosyjskie okręty podwodne typu Alfa mogły schodzić na głębokość 800 metrów, jednak zostały już wycofane ze służby, ze względu na zbytnią hałaśliwość).

Ten niesamowity okręt podwodny był szczytem radzieckiej myśli technicznej. Podwodny myśliwiec, flagowy okręt największej podwodnej armady na świecie, duma radzieckiej armii i postrach NATO-wskich flot, leży spokojnie na dnie Morza Norweskiego.

Jak mogło się stać, że uważany za niezatapialny okręt podwodny (tak twierdził podczas wodowania 9 maja 1983 roku marszałek Dimitrij Ustinow) jednak zatonął. Spoczywa na dnie Morza Norweskiego, blisko 1500 metrów pod wodą.

Okręt podwodny Komsomolec był wykonany z tytanu z niewielkimi dodatkami aluminium, cyrkonu, molibdenu, wanadu i talu. Tytan jest niemal dwa razy lżejszy od superwytrzymałej stali, z której robi się współczesne okręty podwodne. Niestety tytan jest blisko 10-krotnie droższym surowcem niż stal i bardzo trudnym w obróbce. Jednak Rosjanom udało się w zadowalający sposób opanować spawanie tego metalu, a koszty nie miały większego znaczenia.


Komsomolec

Okręt mógł bez wynurzenia przetrzymać cztery miesiące i z głębin strzelać torpedo-rakietami RK-55. Taka torpeda wynurza się z wody, leci nisko nad powierzchnią morza dzięki czemu jest praktycznie niewykrywalna dla radarów, by blisko celu znowu zanurkować i niewidoczna dla przeciwnika, ugodzić głowicą atomową w cel podwodny lub nawodny. Prawdopodobnie okręt był również uzbrojony w pociski manewrujące SS-N-21 o zasięgu 3 tys. km. Nic jednak nie wiadomo na temat mocy głowic nuklearnych tych rakiet ani ich celności. Okręt był również uzbrojony w torpedy HWT-65 z głowicami o mocy 20 KT i zasięgu 50 km. Maksymalną szybkość 35 węzłów zapewniał okrętowi reaktor atomowy o mocy 190 megawatów.

We flocie rosyjskiej każdy okręt podwodny ma dwie załogi, które wymieniają się, gdy okręt zawija do bazy. Dodatkowo na każdym okręcie był jeden oficer politruka, a na większych okręty typu Tajfun było ich dwóch. Dodatkowo każdy okręt który wypływał w rejs bojowy, np. na patrol u wybrzeży Stanów Zjednoczonych zabierał na pokład oficera KGB.

Gdy okręt podwodny Komsomolec został oddany do służby często zabierał w rejsy wysokich rangą oficerów floty podwodnej, każdy chciał popłynąć tym okrętem, który był przecież uważany za niezatapialny.

W kolejny rejs okręt wypłynął z zapasową załogą, która nie była na morzy od prawie dziewięciu miesięcy. Jak przewidują przepisy flory rosyjskiej, gdy załoga nie przebywa na okręcie dłużej niż trzy miesiąca musi przejść pełny cykl szkoleniowy. Jednak w tym przypadku takiego cyklu załoga nie odbyła. Dodatkowo na pokładzie było 12 młodych poruczników zaraz po szkole wojskowej, dla których okręt podwodny wyglądał niemal jak statek kosmiczny. 12 poruczników, którzy nic nie umieją zostają zaokrętowani na najdroższy i najnowocześniejszy okręt podwodny świata.

Jak wspomina bosman Gieraszczenko:

"Dla nich okręt podwodny, to jak dla mnie statek kosmiczny. Nic nie umieli, 7 kwietnia od rana miałem wachtę przy sterze. Nikt niczego nie zauważył, dopiero czujniki temperatury wykazały stan alarmowy. Parę dni wcześniej, na prima aprilis, różne zgrywusy przypalały czujniki zapalniczkami, więc i tym razem wszyscy myśleli, że to kawał. Ktoś jednak poszedł na rufę. Paliło się w ostatnim przedziale."

Każdy okręt podwodny jest oczywiście wyposażony w system gaśniczy, oraz system automatycznego wyłączania reaktora atomowego na wypadek pożaru. Gdy wybuchł pożar okręt znajdował się w zanurzeniu na głębokości 340 metrów. Natychmiast ogłoszono wynurzenie i wtedy doszło do tragedii, powietrze które miało dostać się do zbiorników balastowych poszło do przedziałów. Blisko 400 atmosfer powietrza to niczym miechy kowalskie dla ognia. Natychmiast pożar rozprzestrzenił się na następne dwa przedziały, turbinowy i elektrotechniczny, w których ludzie palili się żywcem. Okręt natychmiast stracił napęd. Zdążono na szczęście wygasić reaktor.

Komsomolec był na Morzu Norweskim koło Wyspy Niedźwiedziej, 600 km na północ od Murmańska, 300 km od wybrzeży norweskich.

Gdy okręt wynurzył się na powierzchnię kapitan Wanin prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z katastrofalnego położenia okrętu. Świadczy o tym zapisek w dzienniku okrętowym, gdzie na 18 minut przed zatonięciem okrętu, kapitan Wanin wydał rozkaz przewietrzenia baterii akumulatorów. Była to godzina 16.42, o godzinie 16.51 nadano komunikat że sytuacja jest normalna, a więc na 9 minut przed zatonięciem.

Tuż potem położenie okrętu stało się beznadziejne. Gwałtowny przybór wody i zalanie kolejnych przedziałów spowodowało pęknięcie kadłuba i zatonięcie okrętu. Wysoka temperatura wewnątrz okrętu spowodowała rozhermetyzowanie kadłuba i wtenczas okręt stracił swoje walory niezatapialności. Tego konstruktorzy nie byli w stanie przewidzieć.

Niektórzy marynarze oraz dowódca okrętu Wanin którzy byli na okręcie gdy zaczął tonąć znaleźli się w śmiertelnej pułapce. Zdołali jednak dotrzeć do komory ratunkowej. Była to stalowa kapsuła, którą można było odstrzelić z wnętrza okrętu i w niej wydostać się na powierzchnię.

Opowiada chorąży Slusarenko:

"Zapytałem kapitana, na jakiej głębokości się znajdujemy. Opowiedział, że na około półtora tysiąca metrów. Strzałka aparatu do mierzenia głębokości zatrzymała się na ostatniej przedziałce czterysta metrów. Próbowaliśmy oderwać się od okrętu, ale nasze wysiłki na nic się zdały. Ktoś powiedział że zostaniemy zmiażdżeni. W tym momencie usłyszeliśmy pod nami wybuch. Kapitan Wanin dał rozkaż "Włożyć aparaty tlenowe!" Zobaczyłem padającego w konwulsjach Judina, który nie zdążył nałożyć aparatu. W momencie odblokowania komory ratunkowej przedostały się do niej gazy. Rozległ się głos dowódcy: "Podłączyć Judina do aparatu tlenowego". W czasie gdy razem z Czertnikowem zakładaliśmy mu maskę i staraliśmy się przywrócić przytomność, dowódca zamilkł. Zobaczyłem, jak siedział na ławce z opuszczoną głową. Rzęził. Mimo wszystkich wysiłków nie zdołałem założyć mu maski.

Komora gwałtownie wypłynęła na powierzchnię. Górny właz został wypchnięty pod wpływem wysokiego ciśnienia wewnętrznego. Zauważyłem, że wyrzuciło na zewnątrz Czertnikowa. To ogromne ciśnienie również mnie wyrzuciło do połowy poza właz i zerwało mi maskę. Woda zalewała komorę i z ledwością udało mi się z niej wydostać. Komora zatonęła".

To nie był koniec tragedii. Z kapsuły ratowniczej uratował się tylko jeden marynarz. Pozostali zmarli z wycieńczenia w zimnej wodzie.

Gdy okręt był jeszcze na powierzchni część załogi zdołała go opuścić, jednak nikt nie potrafił otworzyć kapsuł ratowniczych. W wodzie, która miała tylko trzy stopnie Celsjusza marynarze szarpali się z tratwami. Lodowata woda z minuty na minutę wychładzała organizmy, w sumie zginęło 42 marynarzy.


Komsomolec był okrętem eksperymentalnym i jedynym w swoim typie.
Po zatonięciu okrętu Rosjanie nie zdecydowali się na budowę podobnej jednostki.

Gdy rozgrywała się tragedia na Komsomolcu, dowództwo floty podwodnej dobrze zdawało sobie sprawę że jeśli okręt podwodny zatonie to nie będą w stanie pomóc załodze. Najbliższy okręt wojenny był o 12 godzin żeglugi od miejsca tragedii. Gdyby dopłynął wszyscy marynarze już by nie żyli. Jednak dowództwo zwlekało z podaniem sygnału SOS i pozwoleniem norweskim kutrom rybackim na podjęcie rozbitków.

Również dowódca Komsomolca Wanin nie nadał sygnału SOS. Na okrętach podwodnych nie wolno nadawać otwartym tekstem sygnału SOS. Awaria na okręcie wojennym to ściśle tajna informacja. Każdy dowódca który nadałby taki sygnał mógłby pożegnać się z karierą wojskową, a dodatkowo na okręcie w tym tragicznym rejsie płynął admirał, politruk dywizji.

Dopiero po godzinie i 40 minutach od zatonięcia okręty dowództwo floty pozwoliło podejść kutrom rybackim które było 19 minut od miejsca katastrofy i podjąć z wody rozbitków. Uratowali tylko 24 marynarzy. Pozostali zginęli w lodowatej wodzie.

Dlaczego ten okręt zatonął, czy zawiniła załoga, lekceważenie i głupota marynarza, a może zwykłe przeświadczenie że ten okręt jest po prostu niezatapialny. Być może tym również kierował się kapitan okrętu. Komsomolec przecież utrzymywał się na powierzchni przez blisko 6 godzin. Miał dowódca więc wystarczającą ilość czasu by przygotować ewakuację załogi, a tym samym niedopuścić do śmierci tylu marynarzy. Gdy wybuchł pożar była godzina 11.21, a okręt zatonął o godzinie 17.00.


K-278 Komsomolec był tak wspaniałym produktem radzieckiej myśli technicznej, że postanowiono zerwać z bogatą tradycją i tej jednostce nadano nazwę, oprócz numeru taktycznego. W komunistycznej flocie starano się walczyć z imperialistycznym zwyczajem, nadawania okrętom podwodnym indywidualnych nazw. Okręt otrzymał nazwę Komsomolec na cześć młodzieżowej organizacji ZSRR.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt, rosyjskie okręty podwodne są chłodzone ciężkim sodem. Jest to substancja zapalające się w zetknięciu z powietrzem. Wystarczyła więc bardzo niewielka nieszczelność w układzie chłodzenia, by doszło do tragedii. Amerykanie w swoich okrętach nie stosują ciekłego sodu zapewne z uwagi na niebezpieczeństwo eksplozji.

Jakie zadania wykonywała załoga Komsomolca podczas rejsu na Morzu Norweskim. W gazecie radzieckich sił zbrojnych "Krasnaja Zwiezda" w sprawozdaniu z konferencji prasowej, która odbyła się 13 kwietnia 1989 roku, podano:

"Okręt podwodny Komsomolec był jednostką doświadczalną. Dzięki niej wykonano wiele badań na dużych głębokościach. W wyniku przeprowadzenia 12 badań naukowo-technicznych uzyskano wiele cennych materiałów".

We flocie Stanów Zjednoczonych jak i flocie Rosji są oczywiście jednostki do wykonywania zadań specjalnych. Być może takim właśnie okrętem był Komsomolec.

K-278 Komsomolec. / Zdjęcie: www.cia.gov

 

Komentarze

+2Piotr2016-05-08 23:06#1
Niestety, artykuł kiepski i mocno rozmija się z faktami. Np. nie okręt był chłodzony, a reaktor - i nie sodem (ten używali do pewnego momentu, testowo, Amerykanie, ale mieszaniną bizmutu i ołowiu - na OP proj. 705 Lira (NATO: Alfa).
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież