A+ A A-

Marynarka wojenna Argentyny poinformowała o prawdopodobnej eksplozji na pokładzie okrętu podwodnego na Atlantyku. Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu, na pokładzie była 44-osobowa załoga, z którą od ponad tygodnia nie ma kontaktu.

Rzecznik Marynarki Wojennej kapitan Enrique Balbi. / Źródło: Javier Caamano / PAP
Rzecznik Marynarki Wojennej kapitan Enrique Balbi. / Źródło: Javier Caamano / PAP

Wczoraj argentyńskie wojsko poinformowało o nietypowych odgłosach wydobywających się z wnętrza okrętu San Juan. Teraz Marynarka Wojenna potwierdziła, że tamte dźwięki to prawdopodobnie wybuch. Rzecznik Marynarki Wojennej kapitan Enrique Balbi poinformował na konferencji w Buenos Aires, że doszło do "pojedynczego, krótkiego, gwałtownego i nienuklearnego wydarzenia", któremu towarzyszyła właśnie eksplozja.

15 listopada załoga zgłosiła problemy z akumulatorem i poinformowała, że zawraca do bazy w Mar del Plata. Nie wysłała jednak sygnału SOS - twierdzi marynarka wojenna. Rzecznik poinformował, że o nietypowym odgłosie Argentyna dowiedziała się dopiero w ostatnią środę, za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych. Bliscy załogi okrętu oskarżają władze, że przez tydzień przemilczały potencjalną katastrofę.

Okręt San Juan ma ważące około 500 ton akumulatory kwasowo-ołowiowe. Jeśli są przeładowane, to emitowany jest wodór, który w kontakcie z tlenem prowadzi do wybuchu. Według dziennika "La Nacion" doszło do krótkiego spięcia w akumulatorach, dlatego załoga nie miała jak przesłać komunikatu SOS. Zdaniem cytowanych przez gazetę ekspertów, tlen dla załogi wystarczał do przeżycia przez 7 kolejnych dni po katastrofie, a więc do ostatniej środy. Tymczasem na oceanie trwa akcja poszukiwawcza jednostki. Argentynie pomagają ekipy z Brazylii, Kolumbii, Peru, Chile i Urugwaju, a także ze Stanów Zjednoczonych, Wielkich Brytanii, Rosji i Niemiec.

Źródło: PAP, onet.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież