A+ A A-
  • Kategoria: U-booty
  • Odsłony: 5441

W latach 1941-1945 wiele niemieckich okrętów podwodnych zostało zniszczonych przez samoloty z alianckich lotniskowców eskortowych. Wykrycie przez lotnictwo pokładowe bywało pierwszym aktem dramatu jeszcze liczniejszych. Jednak kilku U-Bootom udało się w jakiś sposób pomścić swoich towarzyszy - ofiarami ich torped padły bowiem właśnie lotniskowce eskortowe.

O tym jest ta opowieść.

  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_1
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_2
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_3
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_4
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_5
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_6
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_7
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_8
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_9
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_10

* * *

Lotniskowce eskortowe stanowiły groźną broń w arsenale Sprzymierzonych. Były to stosunkowo niewielkie okręty, których hangary mieściły kilka, najwyżej kilkanaście małych samolotów - myśliwców lub lekkich bombowców. Wprowadzone do Bitwy o Atlantyk, zmieniły jednak oblicze wojny z U-Bootami. Do tej pory konwoje pomiędzy Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi musiały przebyć środkową część swej trasy bez osłony lotniczej - jej zapewnienie uniemożliwiał niewystarczający zasięg samolotów z baz na lądzie. Teraz Niemcy utracili pewność siebie, gdyż nie było już takich rejonów na oceanie, w których czuliby się względnie bezkarnie:

...atak samolotu spadającego jak grom z jasnego nieba był tutaj przecież zupełnie niemożliwy. - wspominał wstrząśnięty oficer U-Boota - Jak taki mały samolot mógł się tutaj znaleźć? Żaden ze znanych typów maszyn nie był w stanie dolecieć do tego miejsca, leżącego na środku Atlantyku i powrócić do najbliższego lądu. Nasuwał się więc jedyny możliwy wniosek: konwój miał swoje własne samoloty. Wprost nie chciało nam się wierzyć, aby maszyny mogły patrolować tu, na oceanie i spokojnie wracać na swój lotniskowiec. Fakt istnienia konwoju wyposażonego w lotnictwo pokładowe zachwiał naszymi podstawowymi wyobrażeniami o wojnie podwodnej. Doszło oto do nas, że odtąd już nigdy nie będziemy zdolni do zadania zaskakującego ciosu oraz skrytego odwrotu bez spotkania się z gwałtownym kontratakiem przeciwnika.

Lotniskowce eskortowe stanowiły jądro groźnej siły poszukiwawczo-uderzeniowej, dysponującej możliwościami patrolowania i zwalczania okrętów podwodnych na ogromnym obszarze.

Zarazem dla każdego kapitana U-Boota lotniskowiec eskortowy przedstawiał się jako niezwykle nęcący kąsek. Choć jednak śmiertelna gra była warta trofeum, to role zwierzyny i myśliwego mogły się w niej łatwo odwrócić. Do takiego, potencjalnego łupu, nawet zbliżyć się było z reguły niebezpiecznie. U-Boot musiał stawić czoła śmiercionośnej, powietrznej i morskiej kombinacji nowoczesnych środków wykrywania i rażenia.

Mimo to Niemcy kilka razy dokonali tej sztuki.

* * *

Pierwszy

HMS Audacity był pierwszym lotniskowcem eskortowym Royal Navy. 14 grudnia 1941 wypłynął z Gibraltaru wraz z kierującym się do Wielkiej Brytanii konwojem HG 76. Na jego pokładzie nie było samolotów do zwalczania okrętów podwodnych, a tylko myśliwce - i to w liczbie zaledwie sześciu. Ta szóstka w ciągu najbliższego tygodnia oddała konwojowi nieocenione usługi. Pokładowe Martlety niestrudzenie wypatrywały U-Bootów w jego pobliżu i zawzięcie odpędzały odeń bombowce Fw-200 "Condor" - zestrzeliwując nawet dwa z nich, a parę następnych uszkadzając.

Bowiem Niemcy, uprzedzeni przez wywiad o przejściu konwoju, skierowali do walki z HG 76 poważne siły: 7 U-Bootów (2 typu VII i 5 typu IX) grupy "Seeräuber" wspieranych przez "Condory" z Bordeaux. Wywiad uprzedził również, że konwojowi towarzyszy lotniskowiec (nie wiedziano o istnieniu Audacity i błędnie zidentyfikowano go jako lotniskowiec warsztatowy Unicorn). Wzmacniając grupę "Seeräuber" trzema dalszymi U-Bootami typu VII, admirał Dönitz jasno określił ich priorytetowy cel: "Macie szansę zatopić w pierwszej kolejności lotniskowiec. Będzie wam wtedy łatwiej." Jak dotąd bowiem straty zadane konwojowi przez U-Booty były niewspółmierne od ponoszonych przez nie w starciu z eskortą: kosztem trzech utraconych jednostek zatopiły tylko jeden statek i niszczyciel.

Na wielki sukces przyszło Niemcom poczekać aż do nocy 21 grudnia, kiedy Brytyjczycy popełnili dwa fatalne błędy.

Po pierwsze, dowodzący eskortą komandor Frederic J. "Johny" Walker wpadł na niefortunny pomysł, by w pewnej odległości od konwoju upozorować bitwę, odciągając w ten sposób U-Booty. Wypuszczenie kilku flar i salwy z dział wywarły jednak skutek zgoła niezamierzony. Nie uprzedzone o całej akcji statki konwoju wystrzeliły pociski oświetlające, zwane "płatkami śniegu", które całkowicie wyjaśniły sytuację, tyle że Niemcom...

Po drugie, dowódca Audacity nie popisał się zupełnie, lekkomyślnie ustawiając swoją cenną jednostkę, pozbawioną tej nocy eskorty... samotnie na prawym skrzydle konwoju, w odległości około 10 mil od niego.

Była to fatalna decyzja - napisał uczestnik Bitwy o Atlantyk, a później wybitny historyk - bo właśnie tam kręciły się czatujące i śledzące konwój U-Booty. Stało się więc to, co było nieuniknione.

Było około godziny 23.00. Audacity ukazał się oto, w powodzi blasku wystrzelonych przez konwój "płatków śniegu", niczym artysta na scenie, przed oczyma nie dowierzającego własnemu szczęściu kapitana Gerharda Bigalka. Dowodził on U-751, jednym z owej trójki U-Bootów, którymi Dönitz zasilił grupe "Seeräuber". Niektóre relacje mówią, że początkowo Niemiec uznał Audacity za zbiornikowiec. Nieprawda. Było wręcz przeciwnie - Bigalk rozpoznał że ma do czynienia z lotniskowcem, i to znacznie większym, bowiem doszedł do wniosku że ma przed sobą o wiele potężniejszy Formidable.

U-751 odpalił trzy torpedy z dziobowych wyrzutni. Wszystkie były celne i okręt błyskawicznie nabrał przechyłu. Jego agonia trwała tylko dziesięć minut. Bigalk po ataku zszedł pod powierzchnię, by naładować wyrzutnie. Gdy się wynurzył, powierzchnia morza była pusta...

Pierwszy brytyjski lotniskowiec eskortowy zginął.

Sukces nastąpił jednak o tyle za późno dla Niemców, że HG 76 znajdował się już na skraju zasięgu lotnictwa bazowego z Wysp Brytyjskich i U-Booty nie zdążyły zadać mu już żadnych strat.

W zatopienie Formidable Dönitz nie uwierzył, choć nie miał nic przeciwko wychwalaniu właśnie takiego sukcesu Bigalka przez propagandę. Admirał podejrzewał, że zniszczonym okrętem był ów Unicorn, z którym pomylili Audacity niemieccy szpiedzy. Ale zwycięskiemu dowódcy tak czy inaczej przyznał Krzyż Rycerski.

* * *


Na zachód od Gibraltaru

  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_1
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_2
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_3
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_4
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_5
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_6
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_7
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_8
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_9
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_10

Operacja "Torch" - lądowanie Sprzymierzonych w Afryce Północnej - zakończyła się sukcesem. W połowie listopada 1942 roku część biorących udział w desancie jednostek pływających opuszczała już Morze Śródziemne i przez Gibraltar kierowała się ku Zjednoczonemu Królestwu.

Niemcy spodziewali się ruchu konwojów na tej trasie. Głównodowodzący Okrętami Podwodnymi zaczął koncentrować swoje U-Booty na zachód od Gibraltaru. Dwa z nich znalazły się na drodze konwoju MKF 1.

Składał się on z ośmiu sporych statków i transportowców wojska pod eskortą pięciu niszczycieli. Ponadto dołączyły doń mu dwa brytyjskie lotniskowce: niewielki i leciwy już Argus oraz eskortowy Avenger. Ten drugi był nowym, lecz zasłużonym już okrętem, gdyż przed kilkoma miesiącami wsławił się w osłonie arktycznego konwoju PQ 18. Niemcom bardzo wówczas zależało na zatopieniu Avengera, którego samoloty mocno dawały się im we znaki. Był pierwszoplanowym celem ataków z powietrza i spod wody, jednak z wszystkich opresji wyszedł obronną ręką. Jak się jednak już wkrótce miało okazać, jego wojenne szczęście właśnie się wyczerpało.

Nad ranem 15 listopada radar niszczyciela HMS Wrestler złapał echo pięć mil przed czołem konwoju: to był U-Boot!

Niemiec, zorientowawszy się w sytuacji, zaczął umykać pod powierzchnię. Jednak niszczyciel pognał na jego spotkanie ile pary w maszynach, rzucając bomby głębinowe tuż nad miejscem alarmowego zanurzenia U-Boota. Nigdy więcej nie usłyszano już o U-98.

Świadkami pogoni za nim była załoga drugiego U-Boota operującego w tym rejonie - U-155, jednostki typu IXC pod dowództwem Adolfa-Corneliusa Pieninga. Niemiecki kapitan zobaczył również, jak zaalarmowany konwój pospiesznie zmienia kurs i... wychodzi mu prosto na strzał. Nie miał ni chwili czasu, by zwlekać z odpaleniem torped - chociaż nie został jak dotąd wykryty, to również ku niemu zbliżał się jeden z brytyjskich niszczycieli. Niejako "z biodra", celując po prostu w konwój, a nie w konkretne jednostki, wygarnął salwą ze wszystkich dziobowych wyrzutni, po czym runął w głębokie zanurzenie. Dobiegł go odgłos trzech detonacji. Na dobrą sprawę Piening nie miał jednak pojęcia, jakim rezultatem zakończył się jego atak...

Tymczasem U-155 odniósł ogromny sukces!

Wystrzelona w pośpiechu salwa okazała się nad wyraz skuteczna. Jedna torpeda zatopiła transportowiec wojska Ettrick (11 300 BRT), inna uszkodziła transportowiec USS Almaak (6700 BRT), kolejna, trzecia trafiła w Avengera...

Ugodzony nią lotniskowiec wyleciał w powietrze. Wraz z okrętem, który najwyraźniej po prostu rozpadł się wśród ognistej eksplozji, zginęło bardzo wielu ludzi. Zdołano uratować zaledwie 12 osób spośród załogi liczącej około pięć i pół setki marynarzy.

Anglicy nie ogłosili komunikatu o tragedii Avengera, o której Niemcy dowiedzieli się dopiero po zakończeniu wojny. Ponadto Admiralicja wymogła na konstruktorach lotniskowców eskortowych modernizacje systemu tankowania benzyny lotniczej, w którego wadach dopatrywano się odpowiedzialności za katastrofę. I rzeczywiście, jak zobaczymy, inne trafione pojedynczymi torpedami brytyjskie lotniskowce eskortowe zdołały przynajmniej utrzymać się na wodzie, choć niekoniecznie w służbie...

* * *

Pojedynek na Atlantyku

14 maja 1944 roku na wody Atlantyku wypłynął niemiecki okręt podwodny - U-549 pod dowództwem Detlava Krankenhagena. Kierował się ku wybrzeżom Brazylii. Aliancki nasłuch przechwycił informację o jego wyjściu z portu. Kryptolodzy rozszyfrowali jej treść. Spekulowali nawet na temat U-Boota, upatrując się w jego rejsie misji specjalnej, próby przewiezienia do Ameryki Południowej szpiegów i ich wyposażenia.

W każdym razie U-Boota postanowiono przechwycić. W tydzień później z portu w Casablance wyruszyli myśliwi: lotniskowiec eskortowy USS Block Island w towarzystwie niszczycieli eskortowych, Ahrens, Barr, Eugene N. Elmore oraz Robert I. Paine. Amerykański zespół pod dowództwem Francisa M. Hughesa skierował się ku Maderze.

28 maja, tuż przed godziną pierwszą w nocy, radar jednego z patrolujących w powietrzu Avengerów wykrył obiekt na powierzchni w odległości 58 mil od lotniskowca. Na rozpoznanie wysłano USS Paine. Około szóstej rano uzyskał kontakt sonarowy. Odpalił salwę z miotacza "Hedgehog", czyli "Jeż" - ale bez rezultatu. Jak wiadomo, pociski "Jeża" miały zapalniki kontaktowe i wybuchały tylko w przypadku bezpośredniego trafienia - tym razem nie eksplodował żaden. Kilka minut po ataku zaobserwowano wieloryby, co dało Amerykanom wielce do myślenia. Czyżby uganiali się za... zwierzakiem?! "Paine" zaniechał poszukiwań i powrócił do lotniskowca.

Ale w nocy 29 maja historia się powtórzyła. Około pierwszej radar Avengera znów wykrył coś na powierzchni, jednak tym razem nie wysłano żadnej jednostki dla zweryfikowania kontaktu. Może zadecydowała tu pamięć o poprzednionocnym spotkaniu z wielorybami?

Trzeba przyznać, że kolejny dzień upłynął jednak na intensywnych, choć bezskutecznych poszukiwaniach U-Boota, prowadzonych głównie przez samoloty pokładowe. Tymczasem niszczyciele pobrały z lotniskowca paliwo. Tuż po dwudziestej Block Island zmienił kurs w celu ustawienia się pod wiatr; Hughes chciał wypuścić samoloty na kolejny patrol.

Ale o godzinie 20.13 spokój prysnął, wilk rzucił się myśliwemu do gardła!

Kadłubem lotniskowca wstrząsnęła podwójna eksplozja, kiedy dwie torpedy niemal jednocześnie ugodziły go w dziób i rufę. U-549 był w pobliżu, nie uciekał przed Amerykanami, lecz sam polował. Krankenhagenowi dopisało szczęście, ów zwrot lotniskowca pod wiatr okazał się dla Block Island fatalny, wyprowadzając go najwyraźniej prosto pod wyrzutnie Niemca. Ciężko uszkodzony okręt zastopował. Krankenhagen postanowił dobić ofiarę. O 20.23 trzecia torpeda rozdarła burtę lotniskowca i zaczął on tonąć rufą. Szczęściem dla załogi ta spora, 9800-tonowa jednostka szła na dno dosyć wolno i zginęło tylko 6 osób, a większość załogi - 951 marynarzy - ocalała; podniosły ich z morza AhrensPaine.

Tymczasem jednak polowanie trwało. Obserwatorzy na Elmorze dostrzegli peryskop i niszczyciel zrzucił nad tym miejscem bomby głębinowe. Bez widocznego skutku. U-549 odpowiedział torpedą akustyczną, która trafiła w rufę Barra. Jej wybuch zabił tuzin ludzi i zranił szesnastu, z potrzaskanej rufy wypadły bomby głębinowe i eksplodowały w wodzie powodując dodatkowe uszkodzenia. Mimo to okręt utrzymał się na powierzchni, niezdolny wprawdzie do walki (Później dopłynął na holu do Casablanki, jako tako połatanego odstawiono go do Bostonu i tam wyremontowano. Przetrwał wojnę.)

O 20.38 operator sonaru Elmore'a usłyszał odgłos kolejnej, pędzącej w stronę jego okrętu torpedy. Błyskawicznie nakazana "cała naprzód" i nagły zwrot uratowały niszczyciel. Jednakże jak dotąd to niewidzialny drapieżca był górą i wciąż atakował.

Teraz jednak szczęście miało się odwrócić od Krankenhagena. Oto o 20.40 ratujący załogę lotniskowca Ahrens uzyskał wreszcie kontakt sonarowy z jego zanurzonym U-Bootem. Nie mogąc atakować samemu - wokół w wodzie pływali rozbitkowie - zaalarmował niezmordowanego Elmore'a. Ten pognał w rejon kontaktu, nawiązał go samodzielnie i zaatakował "Jeżem". Pociski przebiły powierzchnię wody, a po kilku chwilach trzy z nich eksplodowały. Elmore podszedł do ataku ponownie i zrzucił bomby głębinowe. Jego sonarzystów dobiegły z głębiny odgłosy oznajmiające koniec tak drogo okupionego polowania. Wśród trzasków łamanego i zgniatanego kadłuba U-549 szedł na odległe o około 3000 stóp dno...

Krankenhagen zginął wraz z całą załogą swego okrętu. O ostatnich chwilach U-549 wiemy tylko tyle, ile mówią nam relacje amerykańskich uczestników jego ostatniej walki. Walki zupełnie dziś zapomnianej, a przecież dramatycznej, zwycięskiej i tragicznej zarazem. W dzisiejszych czasach można już powiedzieć, że również... bohaterskiej.

* * *


Zapomniane zwycięstwa

  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_1
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_2
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_3
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_4
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_5
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_6
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_7
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_8
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_9
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_10

Do dwóch kapitanów U-Bootów los uśmiechnął się półgębkiem i okrutnie. Hans-Jürgen Sthamer i hrabia Hartmut von Matuschka odnieśli podobne sukcesy - duże jak na końcowy okres wojny - a przecież nigdy nie zostali za nie uhonorowani. Mało tego - ich okręty nie powróciły z patrolu, a dowódcy zginęli wraz ze swymi załogami.

W sierpniu 1944 na wodach Dalekiej Północy panował ruch. Ze Szkocji ku radzieckim portom podążał konwój JW59. Na jego spotkanie wypłynęły U-Booty z norweskich portów. W tym samym czasie rozpoczęła się kolejna operacja lotnictwa pokładowego przeciwko bazującemu w Norwegii Tirpitzowi. Uczestniczyło w niej aż pięć lotniskowców - duże Formidable, Indefatigable i Furious oraz eskortowe Trumpeter i Nabob. Te dwa ostatnie tworzyły odrębny, mniejszy zespół eskortowany przez krążownik Kent, parę niszczycieli i grupę fregat. Sam Nabob był okrętem obsadzonym przez kanadyjską załogę i nie cieszył się wśród niej najlepszą opinią. Z powodu stale prześladujących go wypadków - wśród których szczególnie haniebnym było wejście na mieliznę w cieśninie Georgia na północny-zachód od Vancouver - był uważany za jednostkę raczej pechową.

22 sierpnia przeprowadzono pierwszy (nawiasem mówiąc bezskuteczny - co zwalono na karb panującej mgły, jakby zapomniawszy ostrą reakcję niemieckich pelotek i myśliwców) nalot na Tirpitza. W każdym razie dowodzący admirał Moore nie zarządził odwrotu, lecz zdecydował się kontynuować ataki, czekając choćby i kilka dni na poprawę pogody.

Okazało się to nie najlepszym raczej pomysłem, jako że tymczasem pozycję brytyjskiej eskadry osiągnął jeden ze wysłanych na przechwycenie konwoju JW-59 okrętów podwodnych. W pobliżu zespołu lotniskowców eskortowych znalazł się U-354 pod dowództwem Hansa-Jürgena Sthamera.

Nie wykryty przez eskortę - naoczny świadek wspomina, że tego dnia warunki wodne dla pracy sonarów były wręcz tragiczne - Sthamer zdołał podkraść się do najsmakowitszych kąsków. Prawdopodobnie odpalił kilka torped FAT (o torze pętlowym) i jedną T-5 (akustyczną), po czym zgodnie ze standardową procedurą zanurzył głęboko swój okręt. Trudno orzec z całkowitą pewnością, czy jako pierwsza dobiegła celu któraś z FAT czy T-5. Tak czy inaczej, pechowy Nabob potwierdził swą reputację i zainkasował potężny cios w prawą burtę na wysokości tylnej maszynowni. Okręt nabrał przegłębienia na rufę, której zanurzenie szybko wzrosło o trzy metry. Szczęściem grupy awaryjne stanęły na wysokości zadania i zdołały opanować przecieki. Okręt zachował zdolność do poruszania się, aczkolwiek z minimalną prędkością.

Tymczasem eskorta lotniskowców również przeżywała ciężkie chwile. Okręt flagowy zespołu fregat, HMS Bickerton, został trafiony przez którąś z pozostałych torped Sthamera, wskutek jej wybuchu utracił rufę i został całkowicie unieruchomiony. Poszukiwania U-Boota nie przyniosły rezultatu. Szczęściem dla Brytyjczyków Sthamer nie kontynuował polowania, a zajęty był raczej wydostaniem się poza zasięg wykrywania eskorty - co mu się całkowicie udało.

Naprawy na uszkodzonym lotniskowcu postępowały wolno, lecz stale. Maksymalna, osiągalna dlań prędkość wzrosła początkowo do czterech i pół węzła, później do sześciu, w końcu do dziesięciu węzłów. Postanowiono zatopić leżącego wciąż martwo na wodzie Bickertona i skupić się na ratowaniu lotniskowca. Jeden z niszczycieli dobił więc torpedą ciężko ranną fregatę. Zaś Nabob, po przebyciu niemal 1000 mil, zdołał dowlec się o własnych siłach do Scapa Flow.

Jednak do Rosyth, gdzie miał stanąć w suchym doku, trafił już na holu. A tam, po szczegółowych oględzinach uszkodzeń, uznano remont za nieopłacalny. Lotniskowiec został skreślony z listy floty. Nabob, ocalony z takim poświęceniem, znów okazał się pechowcem...

Podobnie jak jego pogromca. U-354 wraz z całą załogą został zatopiony przez eskortę owego konwoju JW59, który na nieszczęście dla siebie wytropił i zaatakował. Jego zniszczenie przyznano niszczycielowi Keppel, kanonierkom Mermaid i Peacock oraz fregacie Loch Dunvegan.

Kilka miesięcy przed zakończeniem wojny niemal identyczny co Naboba los spotkał inny brytyjski lotniskowiec eskortowy, HMS Thane. Oto bardzo skuteczny niemiecki podwodniak ostatniej fazy Bitwy o Atlantyk, hrabia Hartmut von Matuschka na U-482, przedarł się przez Kanał Północny. 15 stycznia 1945 (wspomnijmy, że wg innych źródeł było to 16 grudnia 1944), w samym wejściu do Firth of Clyde storpedował dwie jednostki: norweski zbiornikowiec Spinanger oraz właśnie Thane. Jak wspomniano, historia Naboba powtórzyła się niemal jota w jotę: uszkodzony okręt zaholowano do Clyde, gdzie orzeczono o nieopłacalności jego naprawy. Wojna kończyła się, Bitwę o Atlantyk wygrano, a bohaterowie mogli odejść...

W tym czasie von Matuschka wraz ze swoim okrętem spoczywał już na dnie. Kanonierki Starling, Peacock, Hart i Amethyst oraz fregata Loch Craggie szybko pomściły storpedowanie Thane i Spinangera, topiąc U-482 wraz z całą załogą niedaleko miejsca jego zwycięstwa.

Do końca wojny Niemcy nie dowiedzieli się o zwycięstwach Sthamera i Matushki.

Samoloty z lotniskowców eskortowych zatopiły lub przyczyniły się do zatopienia ponad 40 U-Bootów.

* * *

Bibliografia
Clay Blair, "Hitlera wojna U-Bootów" t.I-II, Warszawa 1998-1999
Karl "Dönitz, 10 lat i 20 dni", Gdańsk 1997
Donald Macintyre, "Pogromca U-Bootów", Gdańsk 1977
Andrzej Perepeczko, "Burza nad Atlantykiem" t.I-IV, Warszawa 1999-2002
Barrie Pitt i red., "Bitwa o Atlantyk", Warszawa 1998
Antony Preston, "Aircraft Carriers", London 1979 (repr.1991)
V. E. Tarrant, "Ostatni rok Kriegsmarine", Warszawa 2001
Herbert A. Werner, "Żelazne trumny", Gdańsk 2002
Richard Woodman, "Konwoje arktyczne 1941-1945", Warszawa 2002
Krzysztof Zalewski, "Lotniskowce II wojny światowej", cz.II, Warszawa 1994
oraz materiały z Internetu

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież