A+ A A-
  • Kategoria: U-booty
  • Odsłony: 5443

Na zachód od Gibraltaru

  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_1
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_2
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_3
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_4
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_5
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_6
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_7
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_8
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_9
  • U-Booty vs. lotniskowce eskortowe 1941-45_10

Operacja "Torch" - lądowanie Sprzymierzonych w Afryce Północnej - zakończyła się sukcesem. W połowie listopada 1942 roku część biorących udział w desancie jednostek pływających opuszczała już Morze Śródziemne i przez Gibraltar kierowała się ku Zjednoczonemu Królestwu.

Niemcy spodziewali się ruchu konwojów na tej trasie. Głównodowodzący Okrętami Podwodnymi zaczął koncentrować swoje U-Booty na zachód od Gibraltaru. Dwa z nich znalazły się na drodze konwoju MKF 1.

Składał się on z ośmiu sporych statków i transportowców wojska pod eskortą pięciu niszczycieli. Ponadto dołączyły doń mu dwa brytyjskie lotniskowce: niewielki i leciwy już Argus oraz eskortowy Avenger. Ten drugi był nowym, lecz zasłużonym już okrętem, gdyż przed kilkoma miesiącami wsławił się w osłonie arktycznego konwoju PQ 18. Niemcom bardzo wówczas zależało na zatopieniu Avengera, którego samoloty mocno dawały się im we znaki. Był pierwszoplanowym celem ataków z powietrza i spod wody, jednak z wszystkich opresji wyszedł obronną ręką. Jak się jednak już wkrótce miało okazać, jego wojenne szczęście właśnie się wyczerpało.

Nad ranem 15 listopada radar niszczyciela HMS Wrestler złapał echo pięć mil przed czołem konwoju: to był U-Boot!

Niemiec, zorientowawszy się w sytuacji, zaczął umykać pod powierzchnię. Jednak niszczyciel pognał na jego spotkanie ile pary w maszynach, rzucając bomby głębinowe tuż nad miejscem alarmowego zanurzenia U-Boota. Nigdy więcej nie usłyszano już o U-98.

Świadkami pogoni za nim była załoga drugiego U-Boota operującego w tym rejonie - U-155, jednostki typu IXC pod dowództwem Adolfa-Corneliusa Pieninga. Niemiecki kapitan zobaczył również, jak zaalarmowany konwój pospiesznie zmienia kurs i... wychodzi mu prosto na strzał. Nie miał ni chwili czasu, by zwlekać z odpaleniem torped - chociaż nie został jak dotąd wykryty, to również ku niemu zbliżał się jeden z brytyjskich niszczycieli. Niejako "z biodra", celując po prostu w konwój, a nie w konkretne jednostki, wygarnął salwą ze wszystkich dziobowych wyrzutni, po czym runął w głębokie zanurzenie. Dobiegł go odgłos trzech detonacji. Na dobrą sprawę Piening nie miał jednak pojęcia, jakim rezultatem zakończył się jego atak...

Tymczasem U-155 odniósł ogromny sukces!

Wystrzelona w pośpiechu salwa okazała się nad wyraz skuteczna. Jedna torpeda zatopiła transportowiec wojska Ettrick (11 300 BRT), inna uszkodziła transportowiec USS Almaak (6700 BRT), kolejna, trzecia trafiła w Avengera...

Ugodzony nią lotniskowiec wyleciał w powietrze. Wraz z okrętem, który najwyraźniej po prostu rozpadł się wśród ognistej eksplozji, zginęło bardzo wielu ludzi. Zdołano uratować zaledwie 12 osób spośród załogi liczącej około pięć i pół setki marynarzy.

Anglicy nie ogłosili komunikatu o tragedii Avengera, o której Niemcy dowiedzieli się dopiero po zakończeniu wojny. Ponadto Admiralicja wymogła na konstruktorach lotniskowców eskortowych modernizacje systemu tankowania benzyny lotniczej, w którego wadach dopatrywano się odpowiedzialności za katastrofę. I rzeczywiście, jak zobaczymy, inne trafione pojedynczymi torpedami brytyjskie lotniskowce eskortowe zdołały przynajmniej utrzymać się na wodzie, choć niekoniecznie w służbie...

* * *

Pojedynek na Atlantyku

14 maja 1944 roku na wody Atlantyku wypłynął niemiecki okręt podwodny - U-549 pod dowództwem Detlava Krankenhagena. Kierował się ku wybrzeżom Brazylii. Aliancki nasłuch przechwycił informację o jego wyjściu z portu. Kryptolodzy rozszyfrowali jej treść. Spekulowali nawet na temat U-Boota, upatrując się w jego rejsie misji specjalnej, próby przewiezienia do Ameryki Południowej szpiegów i ich wyposażenia.

W każdym razie U-Boota postanowiono przechwycić. W tydzień później z portu w Casablance wyruszyli myśliwi: lotniskowiec eskortowy USS Block Island w towarzystwie niszczycieli eskortowych, Ahrens, Barr, Eugene N. Elmore oraz Robert I. Paine. Amerykański zespół pod dowództwem Francisa M. Hughesa skierował się ku Maderze.

28 maja, tuż przed godziną pierwszą w nocy, radar jednego z patrolujących w powietrzu Avengerów wykrył obiekt na powierzchni w odległości 58 mil od lotniskowca. Na rozpoznanie wysłano USS Paine. Około szóstej rano uzyskał kontakt sonarowy. Odpalił salwę z miotacza "Hedgehog", czyli "Jeż" - ale bez rezultatu. Jak wiadomo, pociski "Jeża" miały zapalniki kontaktowe i wybuchały tylko w przypadku bezpośredniego trafienia - tym razem nie eksplodował żaden. Kilka minut po ataku zaobserwowano wieloryby, co dało Amerykanom wielce do myślenia. Czyżby uganiali się za... zwierzakiem?! "Paine" zaniechał poszukiwań i powrócił do lotniskowca.

Ale w nocy 29 maja historia się powtórzyła. Około pierwszej radar Avengera znów wykrył coś na powierzchni, jednak tym razem nie wysłano żadnej jednostki dla zweryfikowania kontaktu. Może zadecydowała tu pamięć o poprzednionocnym spotkaniu z wielorybami?

Trzeba przyznać, że kolejny dzień upłynął jednak na intensywnych, choć bezskutecznych poszukiwaniach U-Boota, prowadzonych głównie przez samoloty pokładowe. Tymczasem niszczyciele pobrały z lotniskowca paliwo. Tuż po dwudziestej Block Island zmienił kurs w celu ustawienia się pod wiatr; Hughes chciał wypuścić samoloty na kolejny patrol.

Ale o godzinie 20.13 spokój prysnął, wilk rzucił się myśliwemu do gardła!

Kadłubem lotniskowca wstrząsnęła podwójna eksplozja, kiedy dwie torpedy niemal jednocześnie ugodziły go w dziób i rufę. U-549 był w pobliżu, nie uciekał przed Amerykanami, lecz sam polował. Krankenhagenowi dopisało szczęście, ów zwrot lotniskowca pod wiatr okazał się dla Block Island fatalny, wyprowadzając go najwyraźniej prosto pod wyrzutnie Niemca. Ciężko uszkodzony okręt zastopował. Krankenhagen postanowił dobić ofiarę. O 20.23 trzecia torpeda rozdarła burtę lotniskowca i zaczął on tonąć rufą. Szczęściem dla załogi ta spora, 9800-tonowa jednostka szła na dno dosyć wolno i zginęło tylko 6 osób, a większość załogi - 951 marynarzy - ocalała; podniosły ich z morza AhrensPaine.

Tymczasem jednak polowanie trwało. Obserwatorzy na Elmorze dostrzegli peryskop i niszczyciel zrzucił nad tym miejscem bomby głębinowe. Bez widocznego skutku. U-549 odpowiedział torpedą akustyczną, która trafiła w rufę Barra. Jej wybuch zabił tuzin ludzi i zranił szesnastu, z potrzaskanej rufy wypadły bomby głębinowe i eksplodowały w wodzie powodując dodatkowe uszkodzenia. Mimo to okręt utrzymał się na powierzchni, niezdolny wprawdzie do walki (Później dopłynął na holu do Casablanki, jako tako połatanego odstawiono go do Bostonu i tam wyremontowano. Przetrwał wojnę.)

O 20.38 operator sonaru Elmore'a usłyszał odgłos kolejnej, pędzącej w stronę jego okrętu torpedy. Błyskawicznie nakazana "cała naprzód" i nagły zwrot uratowały niszczyciel. Jednakże jak dotąd to niewidzialny drapieżca był górą i wciąż atakował.

Teraz jednak szczęście miało się odwrócić od Krankenhagena. Oto o 20.40 ratujący załogę lotniskowca Ahrens uzyskał wreszcie kontakt sonarowy z jego zanurzonym U-Bootem. Nie mogąc atakować samemu - wokół w wodzie pływali rozbitkowie - zaalarmował niezmordowanego Elmore'a. Ten pognał w rejon kontaktu, nawiązał go samodzielnie i zaatakował "Jeżem". Pociski przebiły powierzchnię wody, a po kilku chwilach trzy z nich eksplodowały. Elmore podszedł do ataku ponownie i zrzucił bomby głębinowe. Jego sonarzystów dobiegły z głębiny odgłosy oznajmiające koniec tak drogo okupionego polowania. Wśród trzasków łamanego i zgniatanego kadłuba U-549 szedł na odległe o około 3000 stóp dno...

Krankenhagen zginął wraz z całą załogą swego okrętu. O ostatnich chwilach U-549 wiemy tylko tyle, ile mówią nam relacje amerykańskich uczestników jego ostatniej walki. Walki zupełnie dziś zapomnianej, a przecież dramatycznej, zwycięskiej i tragicznej zarazem. W dzisiejszych czasach można już powiedzieć, że również... bohaterskiej.

* * *

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież