A+ A A-
  • Kategoria: Polskie OP
  • Odsłony: 3202

Powstawanie floty podwodnej w II RP.

Po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 oraz zdobyciu przez Polskę dostępu do morza, przed władzami stanął problem budowy Polskiej Marynarki Wojennej. W jej skład miały wejść okręty podwodne, co stało się dopiero w początku lat 30-tych, choć przygotowywano się do tego znacznie wcześniej. W 1924 roku polscy sztabowcy opracowali założenia techniczne budowy łodzi podwodnych. Początkowe plany przewidywały budowę aż 9 takich okrętów.

Jako, że przemysł krajowy nie był w stanie sprostać temu wyzwaniu, postanowiono zwrócić się z zamówieniem do sojuszniczej Francji. W roku 1925 nasi marynarze odbywali szkolenia w porcie Tulon, zaś w dniu 1 grudnia 1926 roku podpisano umowę na budowę 3 jednostek według opracowanych przez Polaków założeń. Kontrakt opiewał na 42 miliony zł, a był możliwy do zawarcia dzięki francuskiemu kredytowi. Zakupione jednostki miały być podwodnymi stawiaczami min, nazwanymi od nazwy pierwszej jednostki typem Wilk. Prace przy kontrakcie Francuzi rozdzielili pomiędzy trzy stocznie. Wilka miała zbudować Chantiers Augustin Normand w Hawrze, Żbika Chantiers Francais w Caen zaś Rysia Chantiers de la Loire w Nantes.

Wodowane zostały w kolejności:

  • Wilk 12 kwietnia 1929 roku, (w służbie znalazł się dnia 31 października 1931 roku),
  • Ryś 22 kwietnia 1929 roku, (w służbie od 2 sierpnia 1931 roku),
  • Żbik 14 czerwca 1929 roku, (w służbie od 20 lutego 1932 roku).

Rozkazem z dnia 1 maja 1932 powołano Dywizjon Łodzi Podwodnych (od 1937 roku nazwany Dywizjonem Okrętów Podwodnych). Pierwszym dowódcą tej jednostki został mianowany komandor podporucznik Eugeniusz Józef Pławski.



Jednostki typu Wilk okazały się mieć sporo wad i niedoróbek technicznych, spowodowanych brakiem doświadczenia w budowie tej wielkości okrętów przez wymienione wyżej stocznie. Zyskały, bowiem one kontrakt nie dzięki swym osiągnięciom, lecz dzięki politycznej protekcji. Wszystkie okręty podwodne tego typu musiały przejść prace remontowe, których koszt karnie pokryły stocznie francuskie. Jednak nawet to nie uchroniło przed awariami technicznymi. Najbardziej poważna z nich dotknęła w dniu 1 kwietnia 1936 r. ORP Ryś, na którym nastąpił wybuch w baterii akumulatorów. Spowodowało to ofiary wśród załogi, 4 marynarzy odniosło ciężkie, a 7 lżejsze rany. Skutkiem tego wydarzenia była zmiana na stanowisku dowódcy podwodnego dywizjonu. Komandora podporucznika Eugeniusza Pławskiego, zastąpił komandor podporucznik Aleksander Mohuczy. Okręty podwodne były intensywnie eksploatowane podczas rejsów. Brały udział w oficjalnych wizytach zagranicznych oraz misjach rozpoznawczych na wodach ZSRR.

Stan techniczny jednostek typu Wilk oraz plany rozbudowy polskiej floty były przyczyną decyzji o budowie nowego typu okrętów podwodnych. Jak poprzednio tak i w tym przypadku ograniczenia finansowe, spowodowały znaczną korektę planów. Zamiast budowy 4 nowych jednostek, zawarto w dniu 29 stycznia 1936 roku kontrakt na zakup dwóch okrętów za sumę 21 milionów złotych. Gdyby nie ofiarność społeczeństwa wyrażona podczas zbiórki funduszy na budowę okrętu podwodnego im. Józefa Piłsudskiego, było by jeszcze gorzej. Zebrano znaczną sumę - około 8,2 miliona złotych.

Tym razem Polska Marynarka Wojenna zawarła kontrakt z holenderską stocznią Koninklijke Maatschapij "De Schelde" w Vlissingen. Zbudowano w niej okręt podwodny Orzeł. W stoczni Rotterdamsche Maatschappij w Rotterdamie powstała jednostka nazwana ORP Sęp. O ile jednak kontrakt na dostawę Orła został zrealizowany bez przeszkód (wodowanie odbyło się 15 stycznia 1938 roku), to obawy wzbudziło powolne tempo budowy Sępa. Aby zabezpieczyć się przed niemieckimi wpływami w Holandii, nie w pełni wyposażony okręt został uprowadzony do Polski. Podczas prób morskich polscy marynarze wyruszyli Sępem do kraju. Wobec protestujących holenderskich specjalistów zastosowano groźbę użycia siły. Eskortowany przez niszczyciel Burza przybył do Gdyni w dniu 18 kwietnia 1939 roku, gdzie zajęły się jednostką Warsztaty Portowe MW. Zajście z Holendrami załagodzono, przepraszając i odsyłając ich uprowadzonych specjalistów.

Kampania wrześniowa 1939 roku.

Wybuch wojny z III Rzeszą w dniu 1 września 1939 roku zaskoczył polskie okręty podwodne w portach. Były one niedostatecznie przygotowane do działań wojennych. Zadziwiająca była zwłaszcza decyzja, aby okrętów podwodnych nie wyposażać w aparaty podsłuchowe tzw. "perferony", co ciekawe, zakupione w Niemczech. W chwili rozpoczęcia walk w Gdyni przebywały: Orzeł (komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski) i Wilk (kapitan Bogusław Krawczyk), natomiast na Helu: Ryś (komandor podporucznik Aleksander Grochowski), Żbik (komandor podporucznik Michał Żebrowski) i Sęp (komandor podporucznik Władysław Salomon).

Jednostki te przystąpiły do realizacji planu o kryptonimie "Worek". Operacja ta zakładała udział okrętów podwodnych w obronie wybrzeża, poprzez przeprowadzanie patroli w wyznaczonych sektorach: Sęp - rejon Rozewia, Żbik - rejon Jastarni, Ryś - rejon Helu, Wilk - rejon wejścia do Zatoki Gdańskiej, Orzeł - obszar pomiędzy Helem a Rewą. Założenia operacji "Worek" pozbawiały polskie okręty podwodne wykorzystania ich możliwości np. skrytych ataków na bazy floty i szlaki zaopatrzeniowe. Nie przewidziano również wykorzystania okrętów typu Wilk do skrytego stawiania pól minowych. Operacje takie przeprowadzono dopiero po uszkodzeniu Gryfa i niepowodzeniu operacji "Rurka". Plan ten przewidywał użycie do operacji minowania zespołu okrętów nawodnych tj. stawiacza min Gryf i zespołu trałowców tzw. "ptaszków", osłanianych przez niszczyciel Wicher. W rozkazach wydanych dla polskich okrętów podwodnych znalazło się polecenie ataków tylko na duże jednostki, co najmniej niszczyciele. Przypominano również o przestrzeganiu ustaleń prawnych dotyczących ataków na statki handlowe, co w zasadzie uniemożliwiło takie akcje.

Jedno z ostatnich zdjęć "Orła". Zdjęcie: Polish Goverment Press release 1940.

Siły przeciwnika, który zastosował strategię blokady, były znaczne i dobrze przygotowane do walki z polskimi okrętami podwodnymi. Główną rolę odgrywał w nich zespół poławiaczy min komandora Fridricha Ruge. Tworzyły go 1 torpedowiec, 4 dozorowce typ F, 8 trałowców typu M, 5 trałowców starszych typów, 7 kutrów trałowych typu R wraz z okrętem bazą. Do tego należy dodać flotylle jednostek pomocniczych, przebudowanych z kutrów rybackich. Nie była to całość sił skierowanych przeciw Polsce. Niemcy włączyły do wojny także większe okręty np. 4 lekkie krążowniki, 2 monitory artyleryjskie, 11 niszczycieli, 6 kutrów torpedowych typu S, 5 torpedowców nowszych typów oraz 4 starszych. Z 57 okrętów podwodnych, jakimi dysponowała w tym momencie III Rzesza, przeciw Polsce skierowano 10, głównie typu U II (7 jednostek). Flotę wspierało lotnictwo - około 70 maszyn Ju-87 i 60 He-59 oraz He-60. Jak widać większość tych sił mogła stanowić śmiertelne zagrożenie dla polskich okrętów podwodnych. Bardzo szybko jednak Niemcy wycofali jednostki większe tj. krążowniki (już 2 września) i niszczyciele (4 września) gdyż mogły one paść ofiarą torped, pozostawiając jednostki mniejsze, idealnie nadające się do zadań ZOP.

Jednostki polskie wobec takich rozkazów i przewagi wroga wykonały niewiele ataków lub tylko prób takich działań. Musiały za to bardzo często unikać ataków lotniczych i pościgów lekkich okrętów. Wszystkie zostały lekko uszkodzone przez bomby głębinowe. W znacznym stopniu szwankowała łączność radiowa pomiędzy okrętami a dowództwem Dywizjonu. Uniemożliwiło to na przykład skierowanie Orła przeciw 2 niemieckim niszczycielom podczas bitwy pod Helem w dniu 3 września. Powrót do bazy na Helu uszkodzonego ORP Ryś w dniu 4 września, unaocznił dowództwu fiasko planu "Worek" i zmusił do jego znacznej korekty. Okręty podwodne ruszyły na bałtyckie szlaki transportowe. Nie mogły jednak zdziałać tu zbyt wiele z powodu utrzymania rozkazu dotyczącego ataków na statki handlowe oraz uszkodzeń, których nie można było naprawić bez powrotu do portu. Dowództwo polskiej floty nakazało walczyć możliwie długo, potem próbować przedrzeć się do Anglii lub w razie braku takich możliwości internować się w portach skandynawskich. Do Anglii przedarły się: ORP Wilk (15 września 1939) oraz ORP Orzeł (14 października 1939 roku, po ucieczce 18 września 1939 roku z Estonii, gdzie został internowany). W Szwecji internowane zostały: Sęp (17 września), Ryś (18 września) i Żbik (25 września). Przy przewadze niemieckiej fakt nie stracenia żadnej polskiej jednostki, należy uznać za sukces. Tym większy, że Niemcy uznali i ogłosili, że podczas walk z polskimi okrętami podwodnymi zniszczyli 4 jednostki (o zwycięstwach meldowały: niszczyciel Z-14, okręty podwodne U-14 i U-22 oraz jednostki sił minowych komandora Ruge). Pośrednim sukcesem strony polskiej było zatonięcie w dniu 1 października trałowca M-85 na minie postawionej przez ORP Żbik. Niestety trzeba też przyznać, że sukcesów bezpośrednich tj. zatopień statków i okrętów przeciwnika w walkach we wrześniu 1939 roku polskie okręty nie odniosły.

tekst: Dariusz Bednarczyk

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież