A+ A A-
  • Kategoria: II WŚ
  • Odsłony: 5857

Kropka nad „i”

Pozostaje pytanie: na jakim dokładnie etapie przekazu rozkazów od dowództwa do wykonawców operacji „Zar” nastąpił „przeciek” informacji, który ostatecznie doprowadził do przechwycenia Ulm? Aby spróbować tego dokonać, należy zapoznać się ze strukturą dowodzenia Kriegsmarine na północnym teatrze działań wojennych, jego funkcjami, porządkiem współdziałania, a także wykorzystywanymi systemami i kanałami łączności.

Organizacja dowodzenia niemieckimi siłami morskimi jako całością, a na północnym teatrze morskim w szczególności, w czasie wojny nie tylko pozostawała ociężała i mało zrozumiała, ale także podlegająca częstym zmianom.

Dowództwo operacyjne jednostek nawodnych i okrętów podwodnych na Północy znajdowało się w rękach sztabu Morskiej Grupy „Nord” (d-ca gen-adm. Rolf Carls), mieszczącego się w Kilonii, całkiem daleko od miejsca akcji. Bezpośrednie dowodzenie operacjami na wodach arktycznych sprawował tak zwany „Admirał Arktyki” (adm. Hubert Schmundt, a od sierpnia 1942 r. wiceadm. August Thiele), którego sztab mieścił się w Narwiku na pokładzie jednostki sztabowej Tanga. Poza tym w Norwegii znajdował się jeszcze dowódca floty nawodnej (gen-adm. Otto Schniewind), który latem 1942 przebywał na pokładzie okrętu liniowego Tirpitz. Choć operacyjnie podlegał on dowództwu Grupy „Nord”, to właśnie w jego gestii znajdowało się taktyczne dowodzenie dużymi okrętami nawodnymi. W Narwiku stacjonował dowódca zespołu krążowników wiceadm. Oskar Kummetz. W Norwegii rozmieszczone były także inne szczeble dowodzenia, o niekiedy zupełnie egzotycznych nazwach, w których wzajemnym splocie trudno się połapać – „Admirałowie wybrzeża”, dowódcy i kapitanowie portów, dowódcy rożnych flotylli i pododdziałów obrony wybrzeża, a także lotnictwa morskiego.

Łączność między rozmaitymi sztabami morskimi była zorganizowana za pomocą linii dalekopisowych i telefonicznych, rozciągniętych na setki kilometrów w tundrze, o których Niemcy mieli nadzieję, że są poza dostępem nieprzyjaciela. Ponieważ jednak Niemcy nie mieli fizycznej możliwości pełnego zabezpieczenia na całej długości linii łączności w tundrze, szwedzkie służby wywiadu znalazły sposób podłączenia się do nich i czerpania tą drogą ważniejszych informacji o zamiarach Wehrmachtu, Luftwaffe i Kriegsmarine. Te informacje docierające do Brytyjczyków za pośrednictwem attache morskiego Denhama, oceniane były jako „wyjątkowo ważne”.

Nie możemy prześledzić wszystkich niuansów opracowania planów w głębi struktur Kriegsmarine. W charakterze przykładu możemy posłużyć się informacją zawartą w książce D. Irving Rozgrom konwoja PQ-17.

W toku ustalania planu operacji „Rosselsprung” adm. Carls osobiście wyjaśniał swoim podkomendnym adm. Schniewind i adm. Schmundt szczegóły opracowanego w jego sztabie planu, a dopiero później sztab SKL uwzględnił zalecenia Grupy „Nord” i szczegółowe propozycje dowódcy floty. Schniewind i Carls uzgadniali szczegóły operacji korzystając z dalekopisu, podobnie rzecz miała z łącznością między Narwikiem i Kilonią. W tym czasie Carls kontaktował się z SKL telefonicznie, na obszarze Rzeszy nie zachodziła obawa podłączenia się przeciwnika do kanałów łączności. Dowódca Kriegsmarine wielki admirał Erich Raeder prowadził wszystkie rozmowy z Kilonią drogą radiową, a w szeregu przypadków również telefonicznie. Drogą radiową przekazywano również zaszyfrowane rozkazy dla niemieckich okrętów liniowych, a następnie również i same rozkazy z Kilonii. Oczywiście dla szybkiego przekazywania informacji operacyjnych sztabom Schmundta, Schniewinda, Kummetza, SKL, sztabowi 5 Floty Powietrznej, adm. Carls korzystał również z radia. Nie mówiąc już o wysłaniu radiogramu do Schniewinda z rozkazem wyjścia w morze i trasa rejsu. Tym samym Niemcy aktywnie korzystali z eteru, zapominając o ostrożności, choć cały czas dysponowali siecią łączności telefonicznej i dalekopisowej. Zrozumiałe, że podobne powiązania i uzgodnienia wymagały zwiększonej eksploatacji różnorodnych kanałów łączności, dając tym samym przeciwnikowi możliwość przeniknięcia zamysłów niemieckiego dowództwa.

Co prawda, Beasly nie akcentuje szczególnie faktu rozszyfrowania radiogramów rozmów wyższych szczebli dowodzenia Kriegsmarine, potwierdzając jedynie ich przechwytywanie. Z duża łatwością Brytyjczycy również przechwytywali rozmowy między niemieckimi okrętami stacjonującymi w Westfjord i Altenfjord. Zrozumiałe, że bezpośrednio przed wyjściem w morze okręty zachowywały ciszę radiowa, natomiast płynął do nich potok instrukcji i informacji z rożnych brzegowych organów dowodzenia. Bez trudności przechwycono przykładowo, meldunki z niemieckich niszczycieli eskortujących Tirpitz we wrześniu 1942 czy Scharnhorst w grudniu 1943. Meldunki z zespołów znajdujących się na morzu, były rozszyfrowane zadziwiająco szybko: do Narwiku w ciągu 1 godz., do sztabu Grupy „Nord” – w 2 godz., a do sztabu SKL – 3 – 4 godz. (prawda, już we wrześniu 1943 r.) Radiogramy dowództwa niemieckich sił podwodnych na Północy odczytywano po 3 godz. od chwili przechwycenia, a radiogramy z niemieckich samolotów – natychmiast. Wyławiano również i deszyfrowano takie „drobiazgi” jak rozkaz dla kutra trałowego R 121 o dostarczeniu na pokład Scharnhorst kontradm. Beya czy rozkaz o wyjściu w morze patrolowca V 5903. Często radiogramy przechwycone z Północnej Norwegii były mało pewne, jednak wypada przypomnieć, że Brytyjczycy przez całą wojnę odczytywali szyfr „Hydra”, chociaż niekiedy mieli przerwy związane z złożonością nowych tabel szyfrów, które musieli na bieżąco sprawdzać. Beasly podkreśla, że właśnie tym szyfrem posługiwały się na wodach przybrzeżnych patrolowce i trałowce eskortujące okręty podwodne w czasie wyjścia w morze i zmianach dyslokacji między bazami, których meldunki czytano regularnie. Z tych meldunków przekazywanych przy pomocy kodu „Hydra” przez małe jednostki, Brytyjczycy czerpali informacje o planach wykorzystania przez Niemców dużych okrętów nawodnych.

Z przedstawionych wyżej informacji można wyciągnąć pewne wnioski o przyczynach porażki operacji „Zar”. Pewne szczegóły planu operacji Brytyjczycy mogli otrzymać od Szwedów z nasłuchu rozmów między Narwikiem i Kilonią, prowadzonych przy użyciu linii kablowych. Potwierdzenie występowania takiej możliwości znajdujemy w pracy M. Jokipii Finlandija na puti k wojnie. Fiński autor pisze, że szwedzki wywiad złamał niemieckie szyfry, dzięki czemu „dyplomatyczne i wojskowe komunikaty można było czytać jak otwartą książkę”.

Brytyjski wywiad radiowy mógł otrzymać informację o rozpoczęciu operacji z rożnych źródeł. Po pierwsze, stawiacz min w czasie wyjścia w morze był eskortowany przez niszczyciele, po drugie, przed wyjściem trałowce przetrałowały farwatery, po trzecie, okręty podwodne otrzymały rozkaz o retransmisji meldunków z Ulm. Wszystkie przechwycone rozmowy rozszyfrowano w Bletchley Park i przekazano do OIC Royal Navy. Oczywiście trudno niedoceniać również znaczenia innych źródeł wywiadowczych, zwłaszcza wywiadu agenturalnego. Co prawda, informacje o możliwościach brytyjskiej agentury w Norwegii są dość zróżnicowane. Beasly w swojej pracy mówi o słabości norweskiej agentury w początkach 1942 roku, jej kiepskiej organizacji i brakach środków technicznych, które trudno było zrekompensować meldunkami z brytyjskich okrętów podwodnych operujących u brzegów Norwegii. Przyznaje on jednak, że później „norweska agentura pokazała jeszcze swój pazur”. Dla odmiany D. Irving zauważa, że „…w rejonie Altenfjord sojusznicy dysponowali bardzo pewnym źródłem”. Również niemiecki admirał Schmundt potwierdzał, że „na podstawie dotychczasowych doświadczeń, trzeba stwierdzić, iż o ruchach naszych okrętów donosili ciągle drogą radiową agenci przeciwnika”.

Mimo to, nie bacząc na dobrą informację brytyjskich służb specjalnych o zamiarach nieprzyjaciela, przechwycenie Ulm w dużej mierze można uznać za rzeczywiście przypadkowe. Gdyby w Murmańsku nie znajdował się akurat zespół sojuszniczych okrętów, niemiecki stawiacz min „wyszedł by suchą nogą z opresji”, zaś brytyjskie niszczyciele praktycznie były by pozbawione możliwości rozstrzelania niemal bezbronnej jednostki6.

Beasly potwierdza, że rozkaz przechwycenia wydała Admiralicja, jednak nie precyzuje kto i na jakim szczeblu podjął decyzję. Jedno jest pewne, nie uczestniczy w tym procesie dowódca Home Fleet adm. John Towey, który znajdował się w stałym konflikcie z Admiralicja, protestując przeciwko jej wtrącaniu się w dowodzenie operacyjne.

Przechwycenie nastąpiło raptem w 5 godzin po otrzymaniu radiogramu Admiralicji. Przedziwna operatywnośc! Brytyjczyków nie wstrzymała nawet możliwość przechwycenia przez Niemców tak bezapelacyjnego rozkazu, który jasno wskazywał na źródło informacji. W tym przypadku nie starczyło bowiem czasu na odpowiednie „zamaskowanie” motywów rozkazu, jak to zwykle czyniono w przypadku korzystania z materiałów „Ultry”, które „przykrywano” innymi źródłami informacji. Był to środek niezbędny, bo według słów Irvinga „niemiecka służba dekryptażu osiągnęła w tym czasie [lipiec 1942] apogeum swojej efektywności i jak dziś wiadomo z niemieckich archiwów, radiogramy Admiralicji były regularnie przechwytywane i odczytywane”. Na Północy zajmowała się tym kompania nasłuchu radiowego 5 pułku łączności Luftwaffe, stacjonująca w Kirkenes.

Dlaczego Brytyjczycy postanowili aż tak zaryzykować zupełnie nie wiadomo. Powinni byli przypuszczać, że przechwycenie zwykłego stawiacza min, wykonującego drugorzędne i lokalne zadanie (w dodatku jeszcze poza swoją strefą operacyjną), może spowodować podejrzenia Niemców co do niezawodności własnych szyfrów. W OIC doskonale wiedziano, że przy braku innych informacji o pozycji Ulm, nie należało korzystać z danych „Ultry”. „Okazja” była jednak zbyt duża by z niej zrezygnować! Ryzyko było jednak usprawiedliwione: zatopienie stawiacza min nie wzburzyło specjalnie Niemców, którzy po raz kolejny zapisali je na konto „przypadku”.

Najprawdopodobniej, przy braku istotnych sukcesów wojennych, przechwycenie Ulm odbyło się pod hasłem „na bezrybiu i rak ryba” W paśmie porażek ten incydent był przecież jaśniejszym punktem. Na tajemnice podjętej decyzji światło rzucić mogli jedynie oficerowie OIC, a szczególnie młodszy oficer Garrison, który odpowiadał za sytuację na wodach norweskich. Tym samym, w tych okolicznościach na zakończenie artykułu wypada postawić wielokropek zamiast kropki.

Tłumaczenie z języka rosyjskiego
Maciej S. Sobański

Bibliografia:

1. Annin B., Pietrowicz A., Radioszpionaż, Moskwa 1996
2. Beesly P., Razwiedka osobowo naznaczenija. Istorija opieratiwnogo razwiedywatielnogo centra angliskogo Admiraltiejstwa 1939-1945. tłum. z ang., Moskwa 1981.
3. Donitz K., Niemieckije podwodnyje łodki we Wtoroj mirowoj wojnie, tłum. z niem., Moskwa 1964.
4. Irving D., Razgrom konwoja PQ-17, tłum z. ang. Moskwa 1971.
5. Jokipii M., Finłandija na puti k wojnie, tłum. z fiń., Pietrozawodsk 1999.
6. Krasnoznamiennyj BaΠtijskij fłot w Wielikoj Otieczestwiennoj wojnie 1941-1945 gg, Moskwa 1981.
7. MacLachlan D., Tajni angliskoj razwiedki (1939-1945), tłum. z ang. Moskwa 1971.
8. Morozow M. E., Esmincy w gody tiażełych ispytanij, / Britanskije esmincy w boju, Cz. 3, Moskwa 1998.
9. Richelson J. T., Istorija szpionaża, tłum. z ang. Moskwa 2000.
10. Roskill S., Fłot i wojna, tłum. z ang. T. 1-2, Moskwa 1967/1970.
11. Ruge F., Wojna na morie 1939-1945, tłum. z niem. Moskwa 1957.
12. Suprun M.N., Lend-Lease i siewiernyje konwoi 1941-1945 gg, Moskwa 1997.
13. Winterbotem F., Operacja „Ultra”, tłum. z ang. Moskwa 1978.
14. Charłamow N. M., Trudnaja missija, Moskwa 1983.
15. Bagnasco E., U-boote im zweiten Weltkrieg, Stuttgart, 1994.
16. Groner E., Die deutschen Kriegsschiffe 1815-1945, bd. 3, Bonn 1985.
17. Kriegstagebuch der Seekriegsleitung, bd. 36, Herford/Bonn 1991.
18. von Kutzleben K., Schroeder W., Brennecke J., Minenschiffe 1939-1945, Herford 1974.
19. Lohmann W,. Hildebrand H., Die deutsche Kriegsmarine 1939-1945, bd 1, Bad Nauheim 1957.
20. Meister J., Der Seekrieg in dem osteuropaischen Gewassern 1941-1945, Munchen 1958.
21. Rohwer J., Hummelchen G., Chronology of the Warat Sea 1939-1945, Annapolis 1992.

--------------------

1. pierwsza grupa składała się z amerykańskiego krążownika Tuscaloosa, niszczycieli Rodman i Emmons, drugą stanowiły brytyjskie niszczyciele Martin, Marne i Onslaught. W połowie sierpnia okręty te dostarczyły do Północnej Rosji personel naziemny 2 eskadr torpedowych RAF, zapasowe lufy i amunicję dla jednostek plot., a także nie przyjęty przez stronę radziecką brytyjski szpital morski.
2. w tym czasie niemieccy artylerzyści uzyskali bezpośrednie trafienie w niszczyciel Martin.
3. przedstawione cyfry pochodzą z pracy K. Kutzleben Minenschiffe 1939-1945, jednak nie znajdują potwierdzenia w liczebnym spisie załogi. Wg danych E. Groner, zatopienie Ulm kosztowało życie 141 członków załogi.
4. wg informacji adm. N. M Charłamowa, który w latach wojny był attache morskim w Londynie, na pokładzie niszczyciela Onslaught znajdował się radziecki oficer służby konwojowej N. W. Iwliew. Brytyjczycy pozwolili mu nawet na przesłuchanie jeńców, choć w obecności z-cy d-cy niszczyciela
5. F. Winterbotem w swojej pracy Operacja „Ultra” sobie przypisuje narodziny terminu. Mówi mianowicie, że początkowo zdecydowano o oznaczaniu materiałów uzyskanych za pomocą „Enigmy” gryfem „Ultra secret”, który później skrócono do samego „Ultra”. Te różnice są zrozumiałe, bowiem autor reprezentował w Intelligence Service interesy RAF i rzecz jasna przeceniał swój wkład w organizację wykorzystania rozszyfrowanych materiałów, spychając na drugi plan specjalistów z Bletchley Park – rzeczywistych głównych uczestników tej tajnej operacji wywiadowczej.
6. kompetentny historyk Jurgen Rohwer przypisuje przypadek przychwycenia Ulm niekorzystnemu zbiegowi okoliczności, ponieważ brytyjskie niszczyciele miały jakoby przeprowadzać „wypad przeciwko arktycznym wybrzeżom Norwegii” (Chronology of the War at Sea 1939-1945 wydanie z 1992).

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież