A+ A A-
  • Kategoria: II WŚ
  • Odsłony: 5851

„Enigma” i „Ultra”

Przebieg pojedynku między niemieckimi szyfrantami a brytyjskimi „łamaczami kodów” był jednym z najbardziej interesujących i zagmatwanych momentów II wojny światowej jako całości, a operacji na morskich teatrach działań przede wszystkim. Przypadek z Ulm jest tylko nie wielkim epizodem w tej walce, w żaden sposób nie odnoszącym się do globalnych wydarzeń wojny na morzu.

W okresie całej wojny Niemcy szeroko wykorzystywali do organizacji kodowanej łączności we wszystkich rodzajach sił zbrojnych maszyny szyfrujące typu „Enigma” (ze starogreckiego – zagadka), które przekazywały informacje między jednostkami bojowymi i sztabami drogą radiową w telegraficznym kodzie. Pierwsze „Enigmy” pojawiły się we flocie jeszcze w roku 1926 wraz z burzliwym rozwojem mechanizacji w dziedzinie tajnej łączności, chronionej starannie przed ingerencją zewnętrzną.

Zewnętrznie maszyny przypominały duże kasy z autonomicznym zasilaniem w energie elektryczną. „Enigma” tak jak zwykła maszyna do pisania miała 3 rzędy klawiszy z 26 literami łacińskiego alfabetu, zaś powyżej klawiatury umieszczono 3 rzędy lampek – wskaźników. W przednim panelu znajdowały się 3 (później 4) tak zwane rotory, które były zębatymi kółkami z naniesionymi na ich obwodzie literami. Przez rotor przechodził przewód łączący 26 styków na jednej stronie rotora z identyczna liczba styków na drugiej jego stronie. Po przejściu przez 3 rotory, sygnał trafiał na tak zwany reflektor – urządzenie, które przesyłało sygnały z powrotem przez rotory, jednak już inną drogą. Poza tym w roku 1930 „Enigma” była zmodernizowana przez dodanie panelu z 26 parami gniazdek i wtyczek, pozwalającymi na przepuszczenie sygnału jeszcze raz przez system rotorów.

Tym samym kluczami do „Enigmy” były: 1. pierwotne położenie rotorów 2. ustawienie obrotowych rotorów w określonej pozycji 3. połączenie par gniazdek przy pomocy przewodów z wtyczkami.

Tym samym ogólna liczbę możliwych kluczy kodowych wyrażała liczba składająca się z 92 cyfr. Poza tym okresowo przeprowadzano zmianę kluczy, a każdy komunikat winien składać się z co najmniej 10 grup po 5 liter w każdej, co utrudniało rozszyfrowanie metodami czysto matematycznymi. Na przestrzeni następnych lat Niemcy kontynuowali modernizację pierwszych wariantów „Enigmy”, podnosząc pewność zachowania tajemnicy. Najdalej w tym zakresie poszli szyfranci Kriegsmarine.

Przed sojuszniczymi służbami dekryptażu przy próbie złamania niemieckich szyfrów pojawiały się od razu niewyobrażalne trudności. Przeprowadzone przez Brytyjczyków przed wojną badania teoretyczne wykazały, że nie można złamać kluczy metodami matematycznymi, o ile szyfrant korzysta z nich w sposób właściwy. Pomyślne odczytywanie szyfrowanej korespondencji zależało też od technicznej jakości przechwycenia informacji, znajomości standardowych zwrotów językowych, a także ewentualnych błędów niemieckich operatorów.

Funkcjonuje kilka wersji odkrycia tajemnicy „Enigmy”: polska, francuska, brytyjska i szwedzka. Zatem poniżej postaramy się przedstawić krótką, „uśredniona” wersję wydarzeń w walce o wyjaśnienie tajemnic tej maszyny. Najprawdopodobniej, prace zapoczątkował w połowie lat trzydziestych polski wywiad, osiągając do 1939 konkretne sukcesy. Znając sobie sprawę z własnych ograniczonych możliwości, Polacy postanowili zapoznać z niemieckimi tajemnicami, swoich przyszłych sojuszników. Na konferencji specjalistów – kryptologów w Warszawie 22-25 lipca 1939 roku przekazali Brytyjczykom i Francuzom po jednym egzemplarzu „Enigmy” i wszystkie osiągnięte droga dekryptażu materiały, a także środek automatyzacji tego procesu pod symptomatyczną nazwa „Bomba” (urządzenie elektromechaniczne, nazwane na cześć rodzaju lodów, ulubionego przez polskich specjalistów).

Po klęsce Polski kryptolodzy i specjaliści w zakresie techniki szyfrowania zebrali się w specjalnym centrum „Bruno” w podparyskim miasteczku, gdzie kontynuowali pracę pod kierownictwem francuskich oficerów. Rozbicie Francji spowodowało konieczność dalszej wędrówki, tym razem centrum dekryptażu przeniosło się pod niebo zamglonego Albionu.

Neutralni Szwedzi także nie zostawali w tyle w próbach „rozbicia” niemieckiego szyfru. Dzięki wspólnym wysiłkom szwedzkiej służby nasłuchu radiowego, wywiadu agenturalnego, który zdobył egzemplarze zaszyfrowanych wiadomości i ich jasną treść w niemieckiej ambasadzie oraz profesora Beurlinga, który wyjaśnił zasady pracy niemieckiej maszyny szyfrującej, udało się im tego dokonać! Szef służby bezpieczeństwa Szwecji mjr Ternberg dzielił się uzyskanymi informacjami z brytyjskim attache morskim kmdr Denham, który przesyłał swoje meldunki do Operational Intelligence Center – OIC (pol. Operacyjne Centrum Wywiadu) Royal Navy. Informacje te docierały co prawda 1 – 2 dobowym opóźnieniem.

Opanowanie „Enigmy” ułatwiało nieco Brytyjczykom prace deszyfrujące prowadzone od sierpnia 1939 roku w miasteczku Bletchley Park oddalonego o 50 mil od Londynu w kierunku północnym, gdzie ulokowano Government Code & Cipher School – GS&CS (pol. Rządowa Szkoła Szyfrów i Dekryptażu) O bardzo poważnym potraktowaniu problemu przez władze brytyjskie świadczyć może fakt, że do prac w centrum zebrano grupę wybitnych matematyków, inżynierów, specjalistów – kryptografów, z których większość ukończyła uniwersytet w Cambridge. W ten sposób Bletchley Park stał się swego rodzaju miasteczkiem uniwersyteckim. Jednym z takich specjalistów był wybitny matematyk Alan Turing.

Według słów jego ówczesnego szefa „ekscentryczność Alana Turinga przewyższała tylko jego geniusz. Aby zapobiec kradzieży przywiązywał on swój kubek łańcuchem do kaloryfera, zaś swoje oszczędności przetapiał na srebrne sztabki, które zakopywał w lesie i nie mógł ich odnaleźć po zakończeniu wojny”.

Radiotelegrafista na jednym z niemieckich okrętów podwodnych przy pracy. Maszyna szyfrująca „Enigma” widoczna jest w dolnej, lewej części fotografii – czarna w skrzynce. / Zdjęcie: zbiory Siegfried Breyer

Tym nie mniej jednak ten oryginał rozpracował na bazie polskiej „Bomby” schemat elektromechanicznego urządzenia, które naśladowało efekt rotorów „Enigmy” za pomocą obracających się bębenków. Urządzenie to sprawdzało wszystkie możliwe warianty położeń rotorów niemieckiej maszyny w ciągu sekund zamiast godzin, jak robiono to wcześniej, oraz identyfikowało te z nich, które „tłumaczyły” fragmenty przechwyconego meldunku na rozsądne frazy. Po ustaleniu takiej konfiguracji urządzenie samo się zatrzymywało. „Maszyny” te pod kodową nazwą „Agnesse” posiadały pamięć przekaźnikową i elektromagnetyczne bębenki. W roku 1942 już 6 takich urządzeń pracowało nad zagadkami niemieckich kluczy szyfrujących. „Honorowy obowiązek” obsługi tych maszyn liczących i słuchania szumu obracających się bębenków przypadł kobietom ze służby pomocniczej. W okresie późniejszym z pomocą de szyfrantom służyła elektroniczna maszyna licząca „Coloss”, zbudowana wspólnym wysiłkiem intelektualistów z Bletchley Park. Była to już programowana maszyna wykonująca na cyfrach operacje arytmetyczne i logiczne. Posiadała czytnik taśm perforowanych i elektryczną maszynę do pisania. Przy pomocy tego archaicznego komputera udało się przyspieszyć operacje matematyczne przy rozszyfrowywaniu niemieckich radiogramów. „Coloss” powstał jednak dopiero w roku 1943, więc w omawianym okresie Brytyjczycy musieli stosować inne metody działania.

Oczywiście możliwości przechwytywania zaszyfrowanych radiogramów w dużym stopniu zależały od posiadania szerokiej sieci stacji nasłuchu radiowego, dysponujących niezbędnymi możliwościami technicznymi. Kierownictwo stacji namiaru radiowego oraz stacji nasłuchu i zapisu zagranicznych sygnałów radiowych „Y” dla GC&CS, a także specjalnego centrum radiowego we Frigland, spoczywało w rękach 9 Oddziału sygnałów radiowych i rozpoznania Zarządu Łączności i Rozpoznania Royal Navy, którym kierował kmdr Sandwith. Istnienie bardzo efektywnych brytyjskich stacji nasłuchu radiowego potwierdza w swojej znanej publikacji David Irving.

Początkowo brytyjski kryptolodzy zaczęli czytać radiogramy Luftwaffe (od kwietnia 1940), które na duża skalę wykorzystywano w czasie Bitwy o Anglię w sierpniu – wrześniu tego roku. Później Brytyjczycy „dobrali się” do radiogramów OKH i kwatery Fuhrera, jednak morska wersja „Enigmy” jeszcze przez rok pozostawała wielką zagadką. Poza jej konstrukcyjnymi szczegółami, dekryptaż dodatkowo komplikowało wprowadzone przez dowództwo Kriegsmarine ograniczenie w wykorzystywaniu łączności radiowej, które powodowało brak materiałów pierwotnych niezbędnych do dokonania analizy. Według wersji Beasly, Niemcy całą korespondencję administracyjną przekazywali za pośrednictwem sieci naziemnej, poza tym flota zawsze starała się wykorzystywać telefon i dalekopis, podciągając w tym celu odpowiednie linie łączności kablowej. Generalnie, marynarze „utajnili swoje rozmowy radiowe szczelniej niż inni”. Jednak rozszerzenie sieci baz na nowych teatrach działań wojennych w roku 1941 zmusiło kierownictwo niemieckiej marynarki wojennej do zastosowania radia na szerszą skalę.

Jak wiadomo, dla rożnych celów w Kriegsmarine wykorzystywano różnorodne kody i szyfry, które od maja 1941 roku zaczęły otrzymywać specjalne nazwy. Najważniejszymi niemieckimi szyframi morskimi były wymienione poniżej:

  • „Hydra” – używana przez wszystkie okręty nawodne na Bałtyku i Morzu Północnym, a także przez okręty działające na morskich teatrach terytoriów okupowanych. Innymi słowy, w Norwegii też szyfr stosowały trałowce i patrolowce, a początkowo i okręty podwodne;
  • „Triton” – używany na Atlantyku przez okręty podwodne podporządkowane rozkazom sztabu floty podwodnej (poza okrętami podwodnymi znajdującymi się pod rozkazami Grupy „Nord”);
  • „Thetis” – dla okrętów podwodnych, prowadzących szkolenie na wodach Bałtyku;
  • „Medusa” – dla okrętów podwodnych na Morzu Śródziemnym;
  • „Aegir” – używany przez wszystkie okręty nawodne w czasie działań poza Bałtykiem i Morzem Śródziemnym;
  • „Neptun” – dla jednostek ciężkich przy wykonywaniu zadań specjalnych;
  • „Sud” – dla okrętów nawodnych operujących na Morzu Śródziemnym i Czarnym;
  • „Sleipner” – dla okrętów w czasie ćwiczebnych strzelań torpedowych na Bałtyku;
  • „100” – dla rajderów, krążowników pomocniczych i jednostek zaopatrzeniowych;
  • „Tibet” – dla jednostek zaopatrzeniowych na wodach oceanicznych;
  • „Freya” – szyfr OKM i dowództwa marynarki wojennej na ladzie, trzeba zaznaczyć, że przy przekazywaniu informacji liniami łączności naziemnej obowiązywał inny system szyfrów;
  • „Bertock” – szyfr dla łączności między OKM a attache morskim w Tokio.

Każdego miesiąca prawie wszystkie szyfry (poza „Aegir” i „100”) podlegały poważnym zmianom, zaś niewielkie zmiany wprowadzano każdej doby. Poza tym praktykowano wykorzystywanie krótkich umownych haseł. W ten sposób system szyfrów niemieckiej marynarki wojennej posiadał wysoki stopień pewności. Trzeba wspomnieć, że niemieccy szyfranci byli absolutnie przekonani o prymacie swojej „Enigmy”. Eksperci – analitycy uważali, że zastosowanie maszynowego szyfru ze zmiennymi kodami i praktycznie nieograniczona liczba wariantów, da deszyfrantom pracy na długie lata. Mieli oni przy tym nadzieje, że nawet w przypadku dostania się w ręce przeciwnika maszyny szyfrującej wraz ze wszystkimi dokumentami, nieprzyjaciel będzie mógł wykorzystywać zdobycz do czytania radiogramów niedługo – tylko do momentu upływu daty ważności dokumentów łączności kodowanej, które były ściśle regulowane. Tym bardziej, że wszystkie instrukcje drukowane były na rozpuszczalnym w wodzie papierze, co miało dodatkowo jeszcze gwarantować ich zniszczenie przy próbie przechwycenia.

Mały okręt podwodny U 12 był bliźniakiem U 13, na którym udało się Brytyjczykom zdobyć maszynę szyfrująca wraz z instrukcją. fot. zbiory Andrzej Danilewicz

Tym niemniej jednak Brytyjczycy liczyli (jak się później okazało całkiem zasadnie), że zdobycie maszyny szyfrującej da im możliwość czytania radiogramów przeciwnika. Brytyjskie dowództwo postawiło jasne zadanie – zdobyć egzemplarze „Enigmy”. Rozpoczęło się prawdziwe polowanie na niemieckie tajemnice.

Początkowo w zestrzelonym w Norwegii bombowcu znaleziono maszynę szyfrująca z pełnym zestawem kluczy. W czasie kampanii francuskiej, gdy Niemcy błyskawicznie parli naprzód, jedna sprytna kompania łączności nabrała takiej prędkości, że przegoniła własnych pancerniaków i dosłownie wjechała w „objęcia” sojuszników. U dowódcy tej kiepskiej kompanii znaleziono jeszcze jeden egzemplarz „Enigmy”, tym razem jednak w wersji armijnej. Oczywiście Brytyjczycy nie ustawali w wysiłkach by zdobyć choć jeden egzemplarz morskiej wersji „Enigmy”. Do tajemnicy mogli zbliżyć się jeszcze w roku 1940: w lutym na U 33 zdobyto 2 rotory, a w czerwcu na pokładzie U 13 sama maszynę szyfrująca wraz z egzemplarzem instrukcji. Wszystko to jednak jak pisze J. T. Richelson w książce Istorija szpionaża nie zabezpieczało nawet częściowego strumienia rozszyfrowanych informacji”. Nie widząc sposobu przeanalizowania maszyny szyfrującej, Brytyjczycy zastanawiali się nad przechwyceniem kluczy.

Interesujący pomysł w tej mierze przedstawił Ian Fleming, osobisty adiutant szefa wywiadu morskiego Johna Godfreya. „Ojciec chrzestny” „Ultry” Norman Denning (w tym czasie szef sekcji w OIC) tak wyrażał się o przyszłym twórcy Jamesa Bonda: „Wiele idei Iana było po prostu głupich…, jednak wiele wybranych z potoku idei otaczała pewna aura potencjalnej możliwości, zmuszając nas by pomyśleć dwa razy, nim wyrzucimy je do kosza na śmieci”. Tak więc Fleming zaproponował zainscenizowanie katastrofy jakiejś niemieckiej jednostki na Atlantyku i przechwycenie rzeczywistego okrętu posłanego na pomoc znajdującym się w „nieszczęściu” towarzyszom. Oczywiście z tego dzikiego planu nic nie wyszło, jednak stanowiąca jego sedno zdrowa idea, okazała się kluczem do sukcesu.

W czasie rajdu na Lofoty 4 marca 1941 roku grupa abordażowa z niszczyciela Somali pod dowództwem lt. Warmington zdobyła na pokładzie niemieckiego okrętu strażniczego Krebs (NN 04) rotory maszyny szyfrującej i różnorodne dokumenty, wśród których były także tabele kluczy „Enigmy”, pozwalające odczytywać niemieckie meldunki przez kilka tygodni. Wiedza uzyskana w wyniku rozszyfrowania lutowych meldunków, pozwoliła deszyfrować wszystkie morskie komunikaty w kwietniu i maju 1941 roku, choć efektywność i operatywność prac pozostawiała jeszcze wiele do życzenia.

W tym czasie współpracownik OIC Harry Hinsley [przyszły oficjalny historyk brytyjskiego wywiadu] twórczo rozwinął idee Fleminga. Na jego stole leżały rozszyfrowane meldunki niemieckich jednostek meteorologicznych. Na każdej z nich, zgodnie z jego wyobrażeniem, znajdował się spis kluczy kodowych pozwalający na nastawienie przekazu informacji w każdym dniu miesiąca. A niektóre jednostki meteo miały zapas kluczy na 2 – 3 miesiące, w zależności od przewidywanego czasu trwania rejsu.

Brytyjczycy nie przepuścili żadnej okazji „uzupełnienia kolekcji” niemieckich tajnych materiałów. W rejonie wyspy Jan Mayen w rezultacie przeprowadzonej operacji specjalnej, z wykorzystaniem materiałów uzyskanych z namiaru radiowego, brytyjskie niszczyciele Somali i Tartar przechwyciły niemieckie trawlery Munchen (7 maja) i Lauenburg (28 czerwca) wykorzystywane w charakterze jednostek rozpoznania meteorologicznego.

Trawlery operowały na oceanie po 3 miesiące i regularnie przekazywały meldunki o pogodzie, namierzenie ich nie stanowiło problemu. Na pokładzie Munchen zdobyto maszynę szyfrująca, księgę szyfrów łączności bliskiej, kodową książkę meteo oraz siatkę koordynat morskich. Był to „połów”, który przyniósł Brytyjczykom wiele pożytku – średni czas między przechwyceniem meldunku a jego odczytaniem, skrócił się z 11 dni (wg stanu na 21 maja) do 4 godzin (wg stanu na 1 czerwca). Przechwycenie jednostki meteo było jednak tylko rozwiązaniem czasowym, bowiem szybko skończył się obowiązywania zdobytych kluczy szyfrowych. Na pokładzie Lauenburg zdobyto klucze obowiązujące już w lipcu. Dzięki tym „łupom” możliwe było odczytywanie niemieckich komunikatów od sierpnia 1941 roku, praktycznie do końca wojny. Według słów Richelsona Brytyjczycy mieli przy tym nadzieje, że Niemcy nadal będą sądzić iż obie jednostki poszły na dno wraz z całym materiałem kryptograficznym.

Główny „podarunek” otrzymali jednak Brytyjczycy w dniu 8 maja 1941 roku przy okazji zdobycia okrętu podwodnego U 110. Wówczas w ich ręce wpadła nie tylko sprawna maszyna szyfrująca, ale także cały komplet dokumentów tajnej łączności, obowiązujący do końca czerwca 1941 roku. W rezultacie tej w sumie przypadkowej operacji w Bletchley Park powstała możliwość czytania niemieckich radiogramów przekazywanych za pomocą „Enigmy”. Nawet po wygaśnięciu czasu obowiązywania tych dokumentów, Brytyjczycy mieli tylko krótkotrwałe trudności z odczytywaniem nowych szyfrów. Każdy nowy miesięcznych klucz niemieckich sił podwodnych był rozszyfrowywany w czasie 2 dób.

Panuje przekonanie, że w okresie pomniejszym Brytyjczycy musieli zrezygnować z przeprowadzania dalszych operacji w celu zdobycia niemieckich materiałów szyfrowych w obawie by nie wzbudzić podejrzeń nieprzyjaciela co do bezpieczeństwa szyfrów. Trudno zgodzić się z taką opinią. Po pierwsze, praktycznie wszystko zdobyli już na pokładzie U 110, po drugie, kogo można było ewentualnie przechwycić w latach 1942-1943? Rozpoznaniem meteo zajmowały się już tylko okręty podwodne, a o przechwyceniu rajdera czy „przerywacza blokady” można było tylko pomarzyć, bowiem w przypadku własnego zagrożenia jednostki te dokonywały samozatopienia, a gdy stawiały opór niszczono je bezlitośnie. Gdy Niemcy w prowadzili szyfr „Triton”, Brytyjczycy mieli nadzieję na zdobycie nowych materiałów szyfrowych, co udało im się 30 października 1942 roku na pokładzie U 559. Do tego czasu, a więc przez niemal rok, nawet brytyjskie „komputery” niewiele mogły pomoc. A gdyby dzielni marynarze, z których 2 zginęło w czasie ryzykownej operacji, nie zdołali wyciągnąć nowej „Enigmy” z okrętu podwodnego? Jak wpłynęło by to nie tylko na dalszą walkę służb dekryptażu Niemiec i Wielkiej Brytanii, ale także na przebieg całej Bitwy o Atlantyk? Warto zastanowić się, czy w tym przypadku było by miejsce na wskazane wcześniej wątpliwości?

W końcowej fazie wojny Brytyjczycy, rzeczywiście utracili zainteresowanie do „kolekcjonowania” niemieckich maszyn szyfrujących. Widać było, że z pewną dozą wyższości liczyli iż Niemcy nie są w stanie wymyślać niczego gruntownie nowego, zaś służby dekryptażu w tym czasie pracowały bez zarzutu. Dlatego też w roku 1944 nawet nie próbowali pozyskać najnowszej „Enigmy” z zatopionego na Zatoce Fińskiej U 250. Maszyna ta nie stanowiła szczególnie cennej zdobyczy dla radzieckiej marynarki wojennej, bowiem służby tej floty nie dysponował technicznymi środkami do dekryptażu. Brytyjscy przedstawicie poprosili jedynie o informacje dotyczące torped akustycznych, których szerokie zastosowanie przez Niemców, stanowiło nadal zagrożenie ich interesów.

Rozumiejąc ogromne znaczenie informacji uzyskiwanych przez Brytyjczyków w wyniku rozszyfrowania niemieckich meldunków, warto zastanowić się nad pochodzeniem terminu „Ultra”, które wielu rozumie w różnoraki sposób. Jeden z naszych szanowanych kpt. I rangi (kmdr) doszedł

nawet do tego, że uznał za „Ultrę” urządzenie elektromechaniczne wykorzystywane do odczytywania radiogramów.

W rzeczywistości termin ten narodził się w brytyjskich służbach specjalnych. Jak pisze Beasly, na pewnym etapie w OIC doszli do wniosku, że trzeba znaleźć sposób „umożliwiający zapoznawanie się z rozszyfrowanymi radiogramami, jedynie niewielkiej grupie oficerów”. Wówczas współpracownik OIC cmdr (kmdr por.) Colpoise zaproponował nadanie takim materiałom gryfu „Ultra”. Z czysto brytyjskim poczuciem humoru Beasly zauważył, że „było to zapewne jedyne łacińskie słowo, jakie zdołał przypomnieć sobie dzielny cmdr”. W ten sposób terminem „Ultra” zaczęto potocznie nazywać wszystkie znane Brytyjczykom tajne informacje, otrzymane dzięki dekryptażowi5.

Rozszyfrowane radiogramy rodziły jednak inne problemy, wymagały podjęcia decyzji w zakresie kręgu ich odbiorców, tak by zaznajamiać z ich treścią tych, którym było to niezbędne. Teksty rozszyfrowanych w Bletchley Park radiogramów wysyłano dalekopisem do OIC Royal Navy, gdzie dokumenty trafiały do odpowiednich sekcji, a następnie były rozsyłane wg bardzo ścisłego rozdzielnika do: Głównego Sztabu Morskiego, dowódcy Home Fleet i innych flot, dowódcom lotnictwa obrony wybrzeża, bombowego i myśliwskiego, a także jeszcze kilku wyższym oficerom. Na czele tej listy znajdował się, czemu nie należy się w zasadzie dziwić – Pierwszy Lord Admiralicji adm. Dudley Pound. I tu jeden brytyjskich niuansów – Pierwszy Lord Admiralicji nie miał dopuszczenia do OIC i jego sekretów. W Admiralicji na rozdzielniku materiałów OIC znajdowali się: zastępcy i pomocnicy szefa Głównego Sztabu Morskiego, szefowie zarządów i ich zastępcy oraz oficerowie dyżurni Royal Navy. Przekazywanie informacji odbywało się za pomocą jednorazowych zaszyfrowanych notatek. Oryginał rozszyfrowanego tekstu był przekazywany wraz z komentarzami OIC, z tym że, fakty i oceny były wyraźnie rozgraniczone. Wykonawcy otrzymywali dla zachowania tajności źródła, informacje w maksymalny sposób „zamaskowana” danymi pochodzącymi z innych materiałów wywiadowczych.

Oczywiście nie wszystkie informacje z gryfem „Ultra” miały tę sama wagę i wartość operacyjną. Trudno powiedzieć by przechwycenie i rozszyfrowanie informacji o operacji „Zar” było dla Bletchley Park i OIC jakimś specjalnie wyróżniającym się wydarzeniem w toku stałego rozpracowywania przeciwnika.

Niszczyciel Tartar wraz z Somali przechwycił niemieckie trawlery meteorologiczne Munchen i Lauenburg wraz z maszynami szyfrującymi, księgami szyfrów, itp. / Zdjęcie: zbiory Mike Russell

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież