A+ A A-
  • Kategoria: II WŚ
  • Odsłony: 5856

Latem 1942 środek ciężkości operacji nawodnych sił Kriegsmarine przeniósł się na północ. Surowe, polarne wody stały się areną zażartych starć. Po rozbiciu alianckiego konwoju „PQ-17” strategiczna inicjatywa na arktycznym teatrze działań wojennych przeszła w ręce Niemiec. Starając się wykorzystać dotychczasowe sukcesy, niemieckie lotnictwo przeprowadzało intensywne naloty na Murmańsk i Archangielsk. Kolejnym zdecydowanym krokiem niemieckiego dowództwa miała być seria operacji skierowanych na sparaliżowanie żeglugi na radzieckich wodach wewnętrznych.

Klęska operacji „Zar”

Artykuł zamieszczony dzięki
uprzejmości czasopisma
Okręty Wojenne

Rozkaz o rozpoczęciu ich przygotowań Dowództwo Wojny Morskiej (SKL) wydało jeszcze w maju 1942. Dowództwo morskiej Grupy „Nord”, na które spadł obowiązek przeprowadzania akcji, ochoczo wzięło się do pracy i już 1 lipca jego dowódca adm. R. Carls przedstawił „górze” plan operacji „Wunderland”, zgodnie z którą na wody Morza Karskiego miał wyprawić się jeden lub dwa ciężkie krążowniki. W charakterze działań uzupełniających przewidywano szereg operacji minowych przeprowadzonych siłami jednostek nawodnych, okrętów podwodnych i lotnictwa. Opracowanie planów tych operacji, które otrzymały szumne nazwy, między innymi „Zar”, „Zarin”, „Peter”, „Rurik”, „Romanov”, rozpoczęto prawdopodobnie później, bowiem pierwsze wzmianki o nich w Dzienniku działań bojowych SKL pochodzą z 20 sierpnia. Planowe przeprowadzenie wszystkich wspomnianych wyżej operacji miało doprowadzić do całkowitego przerwania ruchu statków na Północnej Drodze Morskiej.

Niemieckie stawiacz min Ulm w interesującym malowaniu kamuflażowym. / Zdjęcie: zbiory Siegfried Breyer

Choć brzmi to paradoksalnie, jednak tak znaczna skala podjętych przez Niemców działań spowodowana była brakiem precyzyjnych danych o stanie komunikacji morskiej i infrastrukturze zabezpieczających ją obiektów w radzieckim sektorze Arktyki. Dowództwo Kriegsmarine liczyło się z ożywiona żegluga na Północnej Drodze Morskiej, nie wykluczając także ruchu konwojów z dostawami „Lend-Lease” z portów zachodniego wybrzeża USA oraz istnieniem punktu rozładunkowego w Amderma.

Od 4 sierpnia Niemcy rozpoczęli rozwijać okręty podwodne na Morzu Karskim i u północnego krańca Nowej Ziemi (co najmniej 5 jednostek). 16 sierpnia w swój gorzki rejs wyszedł ciężki krążownik Admiral Scheer. Później nastąpił czas broni minowej. 23 sierpnia z Skjomenfjord w pobliżu Narwiku wyszedł okręt podwodny U 589 z zadaniem zaminowania zachodniego wejścia do cieśniny Matoczkin Szar. Dobę później Niemcy przystąpili do realizacji operacji pod kryptonimem „Zar”, w której główna rola przypadła stawiaczowi min Ulm.

Gdy w listopadzie 1937 roku wodowano w Danzig (Wolne Miasto Gdańsk) szybki chłodnicowiec Rapide, jego budowniczowie pewnie nie myśleli o tym, że ich „dziecku” zgotowany zostanie tak niezwykły los. Jednostka była typowym „bananowcem” – dwupokładowym motorowcem z nadbudówką w środkowej części kadłuba i jednym kominem. W następnym roku statek przekazano armatorowi „Norddeutsche Lloyd” z Bremy. Wówczas też jednostka otrzymała nowa nazwę Ulm i do wybuchu wojny zdążyła wykonać szereg rejsów do portów Południowej Ameryki. W dniu 18 marca 1940 statek został zarekwirowany przez marynarkę wojenną i otrzymał nazwę Schiff 11, a następnie został przebudowany na pomocniczy stawiacz min. W tej roli okręt przeprowadził jeden wypad ku wybrzeżom Wielkiej Brytanii, jednak 31 lipca z nieznanych przyczyn zatonął. Już w sierpniu jednostkę wydobyto i skierowano do remontu. 25 listopada 1941 wyremontowany stawiacz min Ulm (przywrócono pierwotną nazwę) powrócił do składu floty.

Podstawowym uzbrojeniem Ulm były miny morskie, przy czym dawny „bananowiec” wyróżniał się zadziwiająca ładownością. Okręt normalnie przyjmował na pokład do 482 min, istniała także możliwość zabrania jeszcze dodatkowych do ładowni, jednak już bez możliwości ich stawiania. Z drugiej strony, uzbrojenie artyleryjskie było słabe. Składało się ono z działa kal. 105 mm na dziobie, a kal. 37 mm na rufie, zaś uzupełniały je 4 działa plot. kal. 20mm (wg K v. Kutzleben – wkm kal. 13,2 mm) rozmieszczone na skrzydłach mostka i za kominem.

W końcu lipca 1942 Ulm znalazł zatrudnienie przy transporcie min z Niemiec do Finlandii. Po otrzymaniu dyspozycji od Grupy „Nord”, dowódca Korvettenkapitan (kmdr ppor.) E. Biet przeprowadził okręt do Swinem¸nde (Świnoujście), gdzie przyjął na pokład 450 min (100 EMC, 200 EMF, 120 TMB i 30 TMC), a następnie w dniach 15-22 sierpnia przeszedł do Narwiku. Tam w dniu 23 sierpnia jednostkę odwiedził wiceadm. A. Thiele, od niedawna zajmujący stanowisko „Admiral Nordmeer” (pol Admirała Arktyki), który przekazał dowódcy okrętu plan operacji „Zar”.

Celem operacji było postawienie 20 zapór minowych na północny zachód od wyspy Nowa Ziemia. Tak dziwny rejon minowania można wyjaśnić w prosty sposób – Niemcy wierzyli w istnienie ożywionej trasy żeglugowej wzdłuż zachodniego wybrzeża wyspy, wokół przylądka Żełanija i dalej w kierunku cieśniny Wilkickiego. Równoczesne zakorkowanie minami obu wyjść z Morza Karskiego, zdaniem Niemców pozwolić miało czasowe sparaliżowanie ruchu statków na Północnej Drodze Morskiej.

Trasa przejścia do rejonu minowania składała się z 3 prostych odcinków ze zmiana kursów w punktach o współrzędnych 72°40’N/18°E i 78°N/40°E. Niszczyciele 5 Flotylli miały eskortować stawiacz min na każdym z odcinków trasy, po czym powrócić do Tromso. Dalej już do celu operacji Ulm miał zdążać samotnie.

Biorąc pod uwagę słabe uzbrojenie stawiacza min i charakter samej operacji, zachowanie pełnej tajemnicy nabrało najważniejszego znaczenia. Przejście do miejsca stawiania min miało odbyć się pod handlowa flagą neutralnego państwa przy zachowaniu maskowania, utrudniającego identyfikację jednostki przez lotnictwo rozpoznawcze. Artylerię miano użyć jedynie w sytuacji, gdy nie było już możliwości uniknięcia starcia, zaś artylerię plot. jedynie w przypadku ataku nieprzyjacielskich samolotów. Należało liczyć się z możliwymi spotkaniami z alianckimi statkami i konwojami, kursującymi na trasie między Islandią a Murmańskiem, a także konwojami chodzącymi (tu należy postawić cudzysłów) wzdłuż zachodniego brzegu Nowej Ziemi. Szczególne wskazanie na taką możliwość pojawiło się po tym, jak 18 sierpnia w czasie przejścia na Morze Karskie ciężki krążownik Admiral Scheer wykrył nieznany statek w odległości około 240 Mm na wschód od południowego krańca Szpicbergenu.

Szczególny niepokój „Admirała Arktyki” budziła słaba moc radiostacji Ulm, stwierdzona w czasie poprzedniego pobytu okrętu na północy na początku roku. Thiele wskazywał na ten fakt dowództwu Grupy „Nord”, jednak wyższe instancje przejawiały w tej mierze niezwykłą dla Niemców bierność. W czasie wielotygodniowego pobytu na wodach niemieckich i nie uczestniczenia w działaniach wojennych, tak niezbędna wymiana radiostacji nie została dokonana. Jako środek zastępczy postanowiono wykorzystać znajdujące się w rejonie Nowej Ziemi okręty podwodne U 255 i U 456, którym rozkazano retransmitować wszystkie nadchodzące z Ulm meldunki.

Operacja „Zar” rozpoczęła się 24 sierpnia 1942 roku, gdy stawiacz min opuścił Narwik, kierując się szkierowym farwaterem w kierunku Tromso. O godz. 23.47 do okrętu przyłączyły się niszczyciele Erich Steinbrinck, Friedrich Ihn i Richard Beitzen, które towarzyszyły mu aż do godz. 14.10 następnego dnia. W odległości 70 Mm na południowy wschód od Wyspy Niedźwiedziej, tak jak przewidywał to plan operacji, niszczycie zawróciły i wieczorem powróciły do bazy. Od tego momentu nikt już więcej nie widział Ulm, a w ciągu tygodnia nie było także żadnych informacji o okręcie. Przedpołudniem 26 sierpnia rozpoznanie lotnicze zaobserwowało dwie grupy okrętów nieprzyjaciela między Szpicbergenem a Wyspą Niedźwiedzia. Jedna z nich składała się z krążownika i 2 niszczycieli, a druga z 3 niszczycieli. Niemieckie dowództwo uznało, że były to jednostki powracające z Rosji do Anglii, bowiem służba nasłuchu radiowego nie dysponowała informacjami o ruchu konwojow1. Wykrycie okrętów przeciwnika wzbudziło duże obawy, z uwagi na fakt, że kierunek ich ruchu przecinał kurs Ulm. W związku z tym „Admirał Arktyki” wysłał natychmiast radiogram do Ulm, w którym nakazał odejście na północ – do granicy lodów. Odpowiedzi jednak nie otrzymał.

Do 2 września wiceadm. Thiele pozostawał w nerwowym oczekiwaniu. Do tego czasu zdążył powrócić do Narwiku Admiral Scheer, nie stwierdzając na morzu jakichkolwiek oznak obecności stawiacza min. Okręty podwodne również nie otrzymały żadnych informacji z Ulm. Dopiero 3 września do sztabu „Admirała Arktyki” dotarł meldunek od komendanta portu Vardo, o tym, że w nocy norweskie wybrzeże osiągnęła szalupa ratunkowa z Ulm. Po pokonaniu 300 milowej trasy surowego arktycznego morza, pozostało jedynie 4 żywych rozbitków: st. bosman Bohn, bosman-maszynista Pallas, st. mar. Schmitz oraz st. mar. maszynista Hofmann. Poza tym w szalupie znajdowało się 20 trupów, zaś Hofmann zmarł po kilku godzinach z wychłodzenia.

Dopiero wtedy niemieckie dowództwo zrozumiało, że zmierzający no rejonu minowania stawiacz min został zatopiony przez brytyjskie niszczyciele. Opowiadanie Bohna (uzupełnione po wojnie wspomnieniami KK Bieta, po jego powrocie z niewoli) pozwoliło odtworzyć obraz wydarzeń.

Po odejściu niszczycieli Ulm obrał kurs 46° i z prędkością 16 węzłów skierował się do następnego punktu nawrotu. Była bezchmurna pogoda: wiatr z kierunku NEE o sile 4°, falowanie 3°, widzialność do 30 Mm. O godz. 23.00 (czasu berlińskiego), gdy okręt znajdował się w punkcie o współrzędnych 74°45’N i 26°30’E obserwatorzy zauważyli 3 niszczyciele z lewej burty. Natychmiast ogłoszono alarm bojowy. Podniesiono panamska flagę dla ukrycia przynależności państwowej. Niszczyciele zbliżyły się na odległość 6200 m, i prowadzący szyk, bez zwyczajowego zapytania, otworzył ogień. Pierwsza salwa była niedolotem. Dowódca Ulm rozkazał opuścić flagę Panamy i podnieść niemiecką banderę wojenna, a dopiero następnie otworzył ogień. Jedyne działo kal. 105 mm zdążyło oddać 15 strzałów, po czym umilkło rozbite bezpośrednim trafieniem2. Brytyjczycy podeszli na 4600 m i z trzech stron rozstrzeliwali bezbronny stawiacz min z dział kal. 120 mm. W części dziobowej Ulm wybuchł silny pożar.

Wysłany otwartym tekstem radiogram: „Zostałem przechwycony przez nieprzyjacielskie niszczyciele w kwadracie 1949AS” pozostał bez odpowiedzi. Położenie stawało się beznadziejne, wobec czego KK Biet rozkazał przygotować się do opuszczenia okrętu. Na pokładzie nie było najmniejszych oznak paniki, wszystkie rozkazy wykonywano szybko i sprawnie. Tajne dokumenty i maszyna szyfrująca z kodami zostały wyrzucone za burtę. W maszynowni założono ładunki wybuchowe. Po rozkazie „Przygotować środki ratunkowe” nadszedł kolejny „Opuścić okręt”.

Brytyjski niszczyciel Loyal, podobnie wyglądał Martin, który brał udział w zatopieniu Ulm. / Zdjęcie: zbiory Mike Russell

Gdy oficerowie i marynarze Ulm ładowali się do szalup i tratew, brytyjskie niszczyciele podeszły jeszcze bliżej i kontynuowały ostrzał. Jeden z pocisków trafił w rufę, ale jakimś cudem nie spowodował eksplozji min, drugi w lewą burtę, rozbijając jedną z szalup i powodując duże straty wśród załogi. Druga szalupa, załadowana do pełna ludźmi, odeszła niezauważenie od prawej burty, wykorzystując silne zadymienie. W tym czasie jeden z niszczycieli (Onslaught) wystrzelił w kierunku stawiacza min 4 torpedy. Jedna z torped eksplodowała w części dziobowej. Ulm zaczął przechylać się na burtę, gdy dosięgła go druga torpeda. Wszystko zakończyło się momentalnie. O godz. 23.45 okręt poszedł na dno.

Brytyjczycy przerwali ogień i rozpoczęli podnoszenie z wody niemieckich marynarzy. Uratowano 54 ludzi, 96 członków załogi zginęło w starciu, a kolejnych 24 osiągnęło norweskie wybrzeże, choć zaledwie 3 z nich pozostało żywych3.

Tratwa ratunkowa na którą w ostatniej chwili KK Biet wciągnął ciężko rannego radiotelegrafistę, nie zdążyła odejść od burty stawiacza min. Tonący okręt wciągnął tratwę w głębinę, jednak później morze zmiłowało się i dosłownie wypluło swoje ofiary na powierzchnię. Po półtorej godzinie rozbitków podjął niszczyciel Onslaught4.

Starszy bosman Bon powiedział, że sam zniszczył tajne dokumenty, po czym po linie zszedł za burtę. Brytyjczycy w tym czasie prowadzili jeszcze ostrzał ze wszystkich rodzajów artylerii. Po pokonaniu odcinka lodowatej wody Bon osiągnął ocalałą szalupę, a ponieważ okazał się najstarszym stopniem wśród rozbitków, objął jej dowództwo. Skierował szalupę na unoszący się nad wodą dym z płonącego Ulm. Po około pół godziny na powierzchni morza nie pozostał już żaden ślad po stawiaczu min. Wkrótce potem w pobliżu szalupy przeszedł jeden z brytyjskich niszczycieli, zapewniający obronę przeciwpodwodną dwom zbierającym rozbitków jednostkom. W kłębach dymu Brytyjczycy nie zauważyli szalupy, a sam Bon nie dawał im żadnych sygnałów. Ponad perspektywę niewoli bosman przedłożył próbę osiągnięcia norweskiego wybrzeża. Na piaty dzień dramatycznego rejsu ukazały się skaliste brzegi półwyspu Tana, jednak marynarze byli na tyle osłabieni, że z trudem dawali sobie radę z wiatrem i prądem znoszącym ich na wschód. Bezskuteczne okazały się rakiety sygnalizacyjne i flary oświetlające, z pustego i bezludnego brzegu nikt ich nie zobaczył. Dopiero dziewiątego dnia posterunek obserwacyjny Vardo dostrzegł szalupę, jednak wziął ja za norweską łódź rybacką przeszkadzającą w ćwiczebnych strzelaniach, dlatego też ograniczył się jedynie do przekazania sygnału ostrzegawczego. Nocą morze wyrzuciło pozbawiona praktycznie obsługi szalupę na brzeg. Dla 20 znajdujących się w niej niemieckich marynarzy było już jednak za późno.

Epopeja rozbitków z Ulm stała się przykładem twardego wypełniania żołnierskiego obowiązku i morskiej odwagi. Starszy bosman Bohn został odznaczony Krzyżem Żelaznym i awansowany na stopień oficerski.

Na tym można by było postawić kropkę i uznać sprawę za zamkniętą. Ostatecznie stawiacz min to nie znów aż tak cenna jednostka by poświęcać jego zatopieniu tyle uwagi. W znanej książce zachodnioniemieckiego admirała F. Ruge Der Seekrieg 1939-1945 – jednej z pierwszych prac badawczych poświęconych morskim aspektom II wojny światowej – przechwycenie Ulm nazwano przypadkowym. Jednak pewne pytania powinny były pojawić się u Niemców już po przesłuchaniu ocalałych członków załogi. W jakim celu 3 nieprzyjacielskie niszczyciele szły, mówiąc delikatnie, niezwykłym kursem (przypomnijmy: pojawiły się one z lewej burty, to znaczy z kierunku północno-wschodniego)? Jak wytłumaczyć ostrzał nieznanej jednostki bez tradycyjnego zapytania o przynależność państwową? W końcu jakie było rzeczywiste prawdopodobieństwo napotkania okrętów przeciwnika na ogromnych polarnych wodach? W tym czasie nie istniało jeszcze pojęcie „Badanie operacji”, lecz były sztaby i wywiad, które powinny fakty te przeanalizować.

Rzecz jasna, ani sam admirał, ani jego koledzy historycy nie mieli przez długi czas dostępu do archiwów brytyjskich służb specjalnych. Zgodnie z obowiązującym w Wielkiej Brytanii prawem, materiały te pozostają chronione przez okres 30 lat. W otwartej literaturze zasłona tajemnicy Ulm została odkryta dopiero w roku 1977 przez dawnego pracownika wywiadu Patricka Beesly. W swojej książce Very Special Intelligence pisze on prosto:

W sierpniu 1942, gdy z Murmańska powracało kilka naszych niszczycieli,… z dekryptażu dowiedziano się, że w pobliżu Wyspy Niedźwiedziej znajduje się niemiecki stawiacz min Ulm… Admiralicja rozkazała niszczycielom wziąć kurs 225° i przeczesać akwen, idąc w szyku z odstępem 10 Mm między okrętami. Rozkaz został wydany bez żadnych wyjaśnień, jednak dowódcom przekazano, że w rejonie nie ma żadnych jednostek alianckich… Załogi nie dowierzały własnym oczom, gdy 5 godzin po otrzymaniu radiogramu Admiralicji zauważono nagle na arktycznych wodach samotny Ulm, którego zatopiono”. Tym samym, przechwycenie Ulm było jednym z ogniw łańcucha określanego wspólnym terminem „Ultra”, a decydującą o losie okrętu rolę odegrały brytyjskie służby rozpoznania radiowego.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież